ADAM CZERWIŃSKI „No Name Yet”. Recenzja

Choć jej premiera zapowiedziana jest na 25 listopada, mamy dla państwa recenzję najnowszej płyty wydawnictwa AC Records, zatytułowanej „No Name Yet”.

Podpisany jest pod nią ADAM CZERWIŃSKI, a zawarty na niej materiał pochodzi z dwóch różnych sesji nagraniowych, które odbyły się w 2002 i 2005 roku, w – odpowiednio – Hollywood i Pasadenie. Płyta została wyprodukowana przez Adama. W notce do płyty pisze:

Oba utwory, otwierające strony albumu są częścią mojego pierwszego autorskiego wydawnictwa Hollywood Album. Pozostałe cztery kompozycje pochodzą z sesji do płyty Raindance. Nagrania te nigdy wcześniej nie ukazały się na płycie winylowej. Enjoy!

Krążek, jak zwykle, ukazuje się pod patronatem „High Fideity”, stąd logo naszego magazynu z dopiskiem „Reference Recording” na obi.

tekst WOJCIECH PACUŁA, Julian Soja
zdjęcia AC Records | „High Fidelity” | Julian Soja

ADAM CZERWIŃSKI „No Name Yet”

Wydawca: AC Records AC29
Format: 180 g LP, kolor 180 g LP, taśma 38 cm/s
Premiera: 25 listopada 2023
Słuchał: WOJCIECH PACUŁA

Jakość dźwięku: 10/10

Wyróżnienie: BIG RED BUTTON
ACRECORDS.pl
 ▌ Płyty dwie, a nawet trzy

Jak mówi Adam we wstępie, płyta No Name Yet złożona została z dwóch sesji, w dodatku wcześniej dostępnych na płytach CD: wydanej w 2003 roku przez wydawnictwo Lucomo Hollywood Album ADAM CZERWIŃSKI BAND oraz Raindance z roku 2005, podpisanej przez ADAMA CZERWIŃSKIEGO i DARKA OLESZKIEWICZA. Ależ gwiazdy na nich zagrały! Poza wspomnianymi muzykami byli to Darek „Oles” Oleszkiewicz, Jarosław Śmietana, a z zagranicznych gości Larry Goldings i Bennie Maupin (Hollywood…), a także Larry Koonse, Nolan Saheed i ponownie Goldings (Raindance). Tytuły te łączy przede wszystkim nazwisko producenta i „zapalnika” wydarzeń, Adama Czerwińskiego.

Punktem wspólnym dla obydwu z nich jest również miejsce nagrania: Stany Zjednoczone i słoneczna Kalifornia. Pierwsza z nich została zarejestrowana w Bakery Studio (Hollywood, Kalifornia), w marcu 2002 roku przez ANDY’ego WATERMANA, a druga 21 i 22 lutego 2005 roku w No Sound Studios w Pasadenie (Kalifornia) przez NOLANA SAHEEDA.

˻ PROGRAM ˼
⸜ Strona A
  1. No Name Yet Adam Czerwiński
  2. Bewitched, Bothered and Bewildered – Lorenz Hart
  3. Inspiration Darek Oleszkiewicz
⸜ Strona B
  1. Sounds And Colors Jarosław Śmietana
  2. Blues For Adam – Lary Koonse
  3. Calypso Adam Czerwiński

 

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
⸜ Sesja do płyty Hollywood Trio – przed Bakery Studio stoją LARRY GOLDINGS, JAREK ŚMIETANA, BENNIE MAUPIN i DAREK OLESZKIEWICZ • zdj. AC Records

Jak, przy okazji recenzji płyty Pictures, mówiliśmy Nolan Shaheed, oprócz tego, że jest realizatorem nagrań (jego studio mieści się, jak to ujął Adam Czerwiński – w przerobionym garażu), znanym biegaczem, mającym na koncie kilka rekordów, w tym obowiązujący rekord świata, był członkiem zespołów koncertujących Marvina Gaye’a, a także trąbką prowadzącą w zespole Count Basie Orchestra. Grał również z Davidem Byrnem, Freddiem Hubbardem, Philem Collinsem, Carole King, Natalie Cole, Stevie Wonderem, Dianą Ross i Anitą Baker, żeby wymienić kilka z brzegu nazwisk – głównie jako muzyk sesyjny.

Z kolei Waterman, producent, realizator dźwięku i właściciel studia nagraniowego jest CEO & Creative Director w Umbrella Media Nashville, operuje w dawnym Umbrella Studio, obecnie nazywanym Hideaway Sound. Zaczynał jeszcze w latach 60. w Chicago od nagrywania singli radiowych, pracował następnie w wielu dużych studiach, na przykład Universal Studios.

I teraz: część materiału z obydwu płyt CD została już wcześniej przez Czerwińskiego wydana na LP: najpierw w 2019 roku otrzymaliśmy winylową wersję Hollywood Album, noszącą nazwę Up For Air i podpisaną przez Hollywood Trio (zamiast: Adam Czerwiński Band), a drugą w 2020 roku (na OBI widnieje data 2019, jednak z powodów pandemicznych premiera miała miejsce dopiero 1 maja 2020). A teraz mamy w rękach trzecią płytę z materiałem pochodzącym z pierwotnych sesji. Wszystkie utwory zostały wcześniej wydane na, wspomnianych, dwóch płytach Compact Disc, jednak po raz pierwszy otrzymujemy je na winylu. Dwa utwory, otwierające strony A i B pochodzą z sesji z 2002 roku, a pozostałe z nagrań z roku 2005.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
⸜ STEVE GADD i ADAM CZERWIŃSKI współcześnie, spotkanie w Londynie • zdj. AC Records

A, przypomnijmy, materiał na te płyty powstał w nieco odmienny sposób, choć obydwie zostały zarejestrowane na wielościeżkowym magnetofonie analogowym. Hollywood Trio została wstępnie zmiksowana analogowo w LA, w Bakery Studio. Tak przygotowane ślady zostały zgrane do postaci cyfrowej w Pro Toolsie i z nich wykonany został końcowy mix, przez Michała Mielnika (M Sound Designer, Gdańsk). Zapis drogi sygnału wyglądał więc w ten sposób:

Nagranie: ANALOG (24 ślady, 2”) → wstępny miks: ANALOG → nagranie DIGITAL (Pro Tools, ? bitów/? kHz) → finalny miks ANALOG → mastering ANALOG

Płyta ukazała się również w Japonii, nakładem wydawnictwa Gats Production. Na potrzeby wydania winylowego Adam Czerwiński przywiózł ślady w postaci cyfrowej do studia Custom 34, gdzie zostały zmiksowane analogowo przez PIOTRA ŁUKASZEWSKIEGO. Wydawnictwo to nosiło kod SPARS AAA, a powinno ADA (więcej w artykule → AAD | ADD | DDD: SPARS Code w XXI wieku).

Podobna, choć nieco inna, była historia materiału z sesji do Raindance. Materiał wydany na CD powstał ze śladów rejestrowanych podczas nagrania równolegle ze śladami na magnetofonie analogowym. Wersja winylowa z 2020 roku powstała inaczej:

Nagranie: ANALOG (Studer MS-16, 16 śladów, 1”) → wstępny miks: ANALOG → nagranie DIGITAL (8 ścieżek Alesis ADAT, 16/44,1) → finalny miks ANALOG → mastering ANALOG

Materiał został nagrany na tzw. „setkę” w studiu, bez dogrywek. Rejestracja została wykonana na analogowej, 1” taśmie w 16 śladach, ale Nolan wstępnie zmiksował ją do ośmiu śladów na cyfrowym magnetofonie Alesis ADAT. To niedrogi rejestrator wynaleziony przez amerykańską firmę Alesis, korzystający z taśm S-VHS, zapisujący sygnał PCM w 16 bitach z częstotliwością próbkowania 44,1 lub 48 kHz; późniejsze modele miały rozdzielczość 20 bitów. Na magnetofonach tego typu nagrano wiele fantastycznych albumów – więcej w artykułach opowiadających historię formatu:

 

  1. TECHNIKA: Alesis ADAT. 30 lat formatu
  2. TECHNIKA: Alesis ADAT. 30 lat formatu. Cz. 2 – nagrania
  3. TECHNIKA: ADAT. 30 lat formatu. Cz. 3 – nagrania c.d.
Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
⸜ Sesja nagraniowa płyty Raindance – za konsoletą NOLAN SAHEED • zdj. AC Records

Adam o powodach tej decyzji mówił:

W 2009 roku, nikt nie myślał jeszcze na poważnie o winylu, czy o taśmach. To był czas, w którym wciąż królowała płyta CD i z myślą o niej wszystko się nagrywało. Prawdę mówiąc byłem tak zaaferowany tym, że nagrywam płytę, w dodatku z tak dobrymi muzykami, że na tę część „technologiczną” nie zwracałem większej uwagi. Poza tym chodziło też o koszty – samej taśmy i transportu. Kupno kilku rolek taśmy i jej bezpieczny transport do Polski przekraczały moje możliwości finansowe. Dlatego zdecydowaliśmy się na wstępny miks na ADAC-ie. Bębny zostały zmiksowane do dwóch kanałów, kolejne dwa otrzymały kontrabas i gitara.

Tak więc również i ten materiał należałoby opisać nie jako AAA, a jako ADA. Master analogowy i nacięcie lakieru zmontowanego na nowo materiału wykonał SEAN MAGEE w Abbey Road Studios 23 września 2019 .

˻ RECENZJE ˼
  • HOLLYWOOD TRIO, Up For Air, AC Records ACR 011, Transparent Blue Vinyl ⸜ № 15/100, 180 g LP , więcej → TUTAJ.
  • ADAM CZERWIŃSKI & DAREK OLESZKIEWICZ, Raindance, AC Records ACR 015, 180 g LP, więcej → TUTAJ.
Wydanie

Graficznie płyty wydawnictwa AC Records wyróżniają się na tle wszystkich innych płyt dostępnych na rynku. Powtarzam to za każdym razem, ale też i za każdym razem jestem przez kolejną płytę Adama zaskakiwany. A to dlatego, że jego wytwórnia wypracowała swój własny, niepowtarzalny styl, za który odpowiedzialny jest KUBA KARŁOWSKI. Tak się składa, że pierwszym wydawnictwem, które nosiło jego „podpis” był krążek Hollywood Trio. Płyta Not Name Yet dostępna będzie na 180 g LP, 180 g LP o kolorze turkusowym i na taśmie 38 cm/s. Płyty będą ręcznie numerowane przez Adama Czerwińskiego.

Dźwięk

Premiera albumu wciąż przed nami i nie ma jeszcze dostępnych płyt LP, które właśnie się tłoczą. Nie znamy więc szczegółów poligrafii, poza okładką. W czasie spotkania z fanami w czasie Audio Video Show 2023, które miałem przyjemność prowadzić z Adamem, mieliśmy jednak możliwość wysłuchać jednego utworu z tego wydawnictwa, granego z finalnej płyty Test Press. I to właśnie tej wersji słuchałem. Ale dostępna jest już również kopia analogowa na taśmie magnetofonowej – o niej kilka słów opowie członek Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego i właściciel firmy Soyaton, JULEK SOJA (więcej → TUTAJ).

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
⸜ Sesja nagraniowa płyty Raindance – LARRY KOONSE z gitarą, za nim Nolan Saheed • zdj. AC Records

Już przy płytach Hollywood Trio i Raindance pisałem zaskoczony, jak wiele da się uzyskać analogowymi metodami, kiedy do dyspozycji mamy sygnał cyfrowy – a obydwa krążki zostały na nowo zmiksowane z plików. No Name Yet, choć to przecież ten sam materiał, idzie jeszcze o krok dalej. Otwierająca krążek ˻ A-1 ˺ gitara akustyczna Jarka Śmietany, w tytułowym No Name Yet, napisanym przez Adama Czerwińskiego, brzmi wyjątkowo energetycznie, a wchodzący zaraz potem cały zespół, z mocnym saksofonem, ma w sobie taki ładunek pozytywnego światła, taki „power”, że trudno wysiedzieć. Słychać, że studio w którym nagrywano nie było zbyt duże i że muzycy byli od siebie oddzieleni kurtynami akustycznymi. A to dlatego, że przekaz jest lekko stłumiony wewnętrznie (nie chodzi o barwę jako taką, a o wypadkową barwy i dynamiki) – nawet dodając mnóstwo pogłosu ta pierwotna akustyka „przeziera” przez postprodukcję.

Nie przeszkadza to jednak w oddaniu siły witalnej tej muzyki. To nie jest zebranie emerytów i postjazzowych pogrobowców, ale mocna, niemalże radosna sesja grupy ludzi, którzy dobrze się z sobą czują i bawią.

Przejście z jednej sesji na drugą, czyli z ˻ A-1 ˺ No Name Yet na ˻ A-2 ˺ Bewitched, Bothered and Bewildered, przynosi zamianę dźwięku. Ale, moim zdaniem nie decyduje ona o odbiorze płyty. Za zmianę odpowiada przede wszystkim brzmienie organów Hammonda B-3, które go pogłębiają oraz bardziej klarowny bas a drugim utworze. Wydaje się też, że dźwięk ma lepszą selektywność i klarowność. Gitara elektryczna została pokazana nieco inaczej, bo dalej, z większym pogłosem niż gitara Śmietany. Jak jednak mówię, moim zdaniem nie są to różnice decydujące o czymkolwiek. Piotr Łukaszewski, który wykonał miks i pre-master, postarał się, aby to była spójna całość.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
⸜ Sesja nagraniowa płyty Raindance – DAREK OLESZKIEWICZ w wytłumionej kabinie nagraniowej • zdj. AC Records

Ci, którzy uważają, że „analog i tylko analog”, a którzy nie byli jeszcze na moich warsztatach poświęconych nagraniom cyfrowym na płytach LP, będą zaskoczeni, jak bardzo dynamiczny, jak bardzo – właśnie – „analogowy” to dźwięk. Kiedy tylko rozpoczyna się ˻ A-3 ˺ Inspiration, utwór napisany przez Oleszkiweicza, słyszymy głębię, pełnię i tzw. „odejście”, które decydują o odbiorze całej płyty. To również bardzo rozdzielcze granie, bo dołączający za chwilę do solo kontrabasu Hammond, cichutki, delikatny, wybrzmiewa w tle, a jednak jest doskonale czytelny. Choć to utwór, który można nazwać melancholijnym, gdzie puls wyznacza gitara rytmiczna, kontrabas i grany przez Adama shaker, to ma on pęd, gęstość, masę. Udało się też uniknąć jaskrawości w melodice, na której zagrał tu Larry Goldings.

Ta świeżość i to słońce ewidentne są również w ˻ B-1 ˺ Sounds And Colors Jarka Śmietany. Rytm, orkiestracja, sposób gry na fortepianie, delikatna perkusja, wszystko to powoduje, że „lecimy” razem z muzyką. Ponownie słychać, że ta sesja – a przypomnę, że utwory otwierające obydwie strony płyty pochodzą z materiału do płyty Hollywood Trio – jest mniej rozdzielcza i mniej nasycona barwowo. Ale to wciąż dobre granie i dobry dźwięk. Długi pogłos nałożony na saksofon Benniego Maupina dodatkowo oddala przekaz, dystansuje go wobec nas. To nie jest późny wieczór w klubie, z muzykami oddalonymi od nas o dwa stoliki i trzy kieliszki, a przedstawienie na scenie stojącej tuż przy brzegu morza na gorącej plaży. A my leżymy właśnie na leżaczku i się czilujemy.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
⸜ Sesja nagraniowa płyty Raindance – Adam Czerwiński i ostatnie poprawki w zapisie nutowym • zdj. AC Records

Powrót do klubu funduje nam ˻ B-2 ˺ Blues For Adam Lary’ego Koonse’a. Nabijany na początku przez Czerwińskiego rytm i przygrywka Koonse’a na gitarze są gęste i głębokie – tonalnie i przestrzennie. Głębię potęguje też niegłośny, fajnie  ułożony w miksie Hammond. Adam Czerwiński, dla którego ten utwór został napisany, gra delikatnie, głównie na blachach, utrzymując rytm werblem, przez co na pierwszy plan wychodzą organy i gitara. Ciekawe, ale kontrabas jest tu znacznie wyraźniejszy i lepiej definiowany niż w poprzednim utworze. Ale to też część innej perspektywy, z której teraz patrzymy na muzyków. Oleszkiewicz gra tu kolejne solo, a jego instrument ma świetną barwę i definicję. Gitara autora muzyki jest ciepła, dość blisko nas, ale z ciepłą górą – to klasyczna barwa dla jazzowych standardów, którą znam, na przykład, z płyt Wesa Montgomery’ego.

Nie wiem, czy już to mówiłem, pewnie tak, ale w razie czego powtórzę: cała ta płyta jest rozświetlona słońcem. Jak widać zgadzamy się z Julkiem Soją, który za chwilę opowie o taśmie. ˻ B-3 ˺ Calypso Adama Czerwińskiego wpisuje się w to idealnie, nawiązując rytmem i poczuciem przestrzeni do utworów z drugiej sesji. Osiągnięto to również przez dodanie do gitary większego pogłosu – instrument jest tutaj dalej od nas. Do karaibskich tematów wprowadza nas też gęsta gra unisono organów i gitary. Co ciekawe, to tutaj Hammond ma najwięcej fragmentów improwizowanych.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
⸜ Płyta Test Press, z której wykonany został odsłuch
»«
TAŚMA MAGNETOFONOWA

Taśma magnetofonowa dostępna jest na zamówienie. Kopia wykonywana jest z magnetofonu Studer A807 Mk II na AEG-Telefunken M15A. Ten drugi, kiedy jego pierwsza wersja M15 weszła do produkcji w 1971 roku, uważany był za produkt tej firmy z najlepszym mechanizmem, jaki stworzyła. W 1977 pojawiła się wersja M15A z tą samą mechaniką, ale poprawioną elektroniką. Jak na blogu firmy PS Audio pisze J.I. Agnew, wersja ta miała „zdecydowanie najlepszą elektronikę wśród wszystkich dostępnych wówczas magnetofonów solid-state”. I dalej: „Miał on przezroczysty dźwięk i bardzo trudno było go przesterować (duży „headroom”)”; więcej → TUTAJ. Ciekawostka – taśma została zapisana z korekcją NAB, czyli „amerykańską”, a nie używaną w Europie CCIR.

tekst i zdjęcia JULIAN SOJA
Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Z płytą NO NAME YET pierwszy raz zetknąłem się na tegorocznej wystawie Audio Video Show podczas odsłuchu test pressu tej płyty zorganizowanym w pokoju J.Sikora Turntables. OK, to jest trochę tak, że na ich gramofonie Reference prawie każda płyta gra znakomicie, ale ta miała w sobie jednak coś wyjątkowego.

Właściwie zanim usłyszałem płytę, miałem z nią kontakt wizualny, ponieważ Adam Czerwiński podesłał mi kilka tygodni wcześniej gotowy projekt okładki (Soyaton jest partnerem wydawnictwa AC Records). I przyznam szczerze, że byłem nieco rozczarowany. Jestem wielkim fanem okładek AC Records (większość jest genialna, jak choćby okładka ostatniej płyty Adam Makowicza), a ta wydała mi się jakaś taka błaha, taka trochę o niczym.

Ale jak tylko Adam puścił nam test press zrozumiałem o czym i dlaczego jest ta okładka. Otóż ta płyta to jazzowy zapis słońca Kalifornii, jej klimatu, vibe’u, radości życia, radości grania i słuchania. To są doskonałe kompozycje jazzowe, które każdy może nucić pod nosem, pod prysznicem czy parasolem słonecznym. Adam oddał to znakomicie zapowiadając ostatni utwór z pierwszej strony płyty (Inspiration) podczas wspomnianego odsłuchu – powiedział „posłuchajcie, tak grają Anioły”. Nic dodać, nic ująć. 

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Miałem też to wielkie szczęście, że dostałem od Adama pierwszy wyprodukowany egzemplarz taśmy w z materiałem z tej płyty. Taśma została wyprodukowana w studiu Custom 34 w Gdańsku i zawiera – genialny pomysł, chwała za to AC Records! – wkładkę z danymi technicznymi (tzw. Technical Sheet). Dzięki temu wiemy, że użyta została taśma RTM LPR-90 (oczywiście ¼”, 38,1 cm/s), jako magnetofonu odtwarzającego użyto Studera A807 mkII, a jako rejestrującego Telefunkena M15A. Swoja drogą jestem ciekawy jak brzmiałaby kopia zrobiona w odwrotnym setupie, czyli z Telefunkena na Studera (Telefunkem nieco cieplej i barwniej odtwarza), ale z drugiej strony Piotr Łukaszewski (który odpowiadał za produkcję tej taśmy) naprawdę wie co robi, więc pewnie tak lepiej „siadło”.

Wkładka zawiera też szczegółowe informacje o sesji nagraniowej, masteringu, itd. Ale – uwaga – zawiera też pewien błąd. Z czego się oczywiście ogromnie cieszę, ponieważ dla kolekcjonera nie ma większej gratki niż egzemplarz taśmy czy płyty zawierający błędy drukarskie czy edycyjne, zwłaszcza jeśli liczba egzemplarzy z błędami jest niewielka. A błąd polega na tym że wymieniona została tylko jedna, główna sesja nagraniowa z której pochodzi większość nagrań, czyli ta z lutego 2005 ze studia No Sound Studios w Pasadenie (California), podczas której powstał przede wszystkim materiał na płytę Raindance – do której mam ogromny sentyment, ponieważ trochę namówiłem Adama na wydanie jej na winylu, ale też miałem zaszczyt i ogromną przyjemność napisać do niej tzw. liner notes, czyli notkę o płycie umieszczoną na jej okładce.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Wracając do błędu – polega on na tym, że dwa nagrania (A1 i B1) pochodzą z wcześniejszej sesji, z marca 2002 roku, zrealizowanej przez Andy’ego Watermana w Bakery Studio w Hollywood (California). Dodatkową ciekawostką jest to, że podczas tej sesji powstał głównie materiał na płytę Hollywood Trio (jak się łatwo domyślić – w składzie trzyosobowym), ale nagrano też kilka utworów w kwintecie – i dwa wspomniane wyżej (A1 i B1) należą właśnie do nich. 

Taśma bardzo jasno i klarownie pokazuje że materiał pochodzi z dwóch różnych sesji, z dwóch różnych studiów, itd. Obie realizacje są znakomite, a taśma gra wręcz zjawiskowo pokazując wszystkie niuanse, detale, odcienie barw. Gra też niezwykle przestrzennie – dźwięk wychodzi zarówno daleko na boki, poza głośniki, ale też buduje piękne plany w głąb sceny. Fantastyczna jest też dynamika, a rejestracja basu i perkusji jest moim zdaniem wręcz referencyjna (czyli – wzorcowa).

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Z niecierpliwością czekam na egzemplarz NO NAME YET na winylu, żeby go porównać z taśmą, choć poprzeczka została przez szpulę zawieszona naprawdę bardzo wysoko. JS

»«
Podsumowanie

Materiał na płytę No Name Yet został przygotowany już w 2019 roku, wraz z krążkami Hollywiid Trio oraz Raindance. Obydwa wspomniane krążki są znakomite. Ale jest też tak, że – na co wskazywał już Julian – ta trzecia, wydawałoby się, że „pozszywana” ze skrawków pozostałych po dwóch poprzednich, jest najbardziej spójna i najlepiej brzmi. Można powiedzieć, że jest najładniejsza.

Ma znakomitą dynamikę, jest rozdzielcza i czysta. Czasem słychać coś w rodzaju „przesteru”, ale wiem, że to raczej mocne nasycenie taśmy, a nie przesterowany sygnał jako taki. Bo to granie dużym dźwiękiem. Utwory otwierające są nieco mniej rozdzielcze i selektywne, widzimy je też z innej perspektywy. No i jest to muzycznie znakomity album – album, który wydaje się zakomponowany od początku do końca w takiej właśnie sekwencji. I to się nazywa dobra produkcja, to jest właściwa edycja. Płyta otrzymuje nasze wyróżnienie ˻ BIG RED BUTTON ˺ za znakomitą realizację.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
˻ JAK SŁUCHALIŚMY ˺ Odsłuch został przeprowadzony w systemie referencyjnym „High Fidelity”. Płyta odtwarzana była na gramofonie REGA NAIA z wkładką Aphelion 2 tej firmy oraz z przedwzmacniaczem gramofonowym MOLA MOLA LUPE. Sygnał przesyłany był do lampowego przedwzmacniacza liniowego Ayon Audio Spheris III i wreszcie do wzmacniacza mocy Soulution 710 oraz kolumn Harbeth M40.1. Okablowanie – Crystal Cable Absolute Dream, Siltech Triple Crown, z zasilaniem Siltech, Acoustic Revive i Acrolink.

tekst WOJCIECH PACUŁA, Julian Soja

zdjęcia AC Records, „High Fidelity”, Julian Soja

ACRECORDS.pl

«●»

Poprzednie

Następne