W dniach 4-7 czerwca miała miejsce kolejna edycja wystawy High End.
Po raz pierwszy miała ona miejsce w Wiedniu, po dwudziestu dwóch latach, w czasie których impreza odbywała się w Monachium (2004–2025).
Tak się składa, że moje pierwsze targi High End były też ostatnimi w jeszcze starszej lokalizacji, w Hotelu Kempinsky we Frankfurcie. Tegoroczna impreza była więc, jak dla mnie, klamrą, oddzielającą to, co było od tego, co nadejdzie.
Obawy przed przenosinami były powszechne i głośno wyrażane przez niemal wszystkich. Podobne narzekania słyszałem jednak we Frankfurcie, gdzie wieszczono upadek targów, ich degenerację i wreszcie zniknięcie. Stało się inaczej. Monachium „wystrzeliło” tę dużą, ale jednak lokalną imprezę w stratosferę świata audio i zapewniło jej wyjątkowy status – tam się po prostu bywało.
Czy podobnie będzie z Wiedniem? Świat zmienił się w tym czasie w sposób trudny do wyobrażenia, zmieniło się też audio. Jeślibym jednak miał coś powiedzieć o jego przyszłości na podstawie tego, co widziałem w czasie tegorocznej wystawy High End Vienn 2026, byłoby to krótkie: jest nieźle.
» High End Vienna 2026 w oczach „High Fidelity”:
- ˻ I ˺ Dragon of the Exhibition – nowa nagroda magazynu „High Fidelity”; więcej → TUTAJ
- ˻ II ˺ Nagrody STATEMENT in High Fidelity ‖ Vienna Edition 2026: Harbeth Super HL5plus XD2 & Wilson Benesch Prime Meridian; więcej → TUTAJ
- ˻ III ˺ Byłem w ACV… ⸜ reportaż z przygotowań do wystawy → TUTAJ
- ˻ IV ˺ Wystawa High End VIENNA 2026 ⸜ reportaż (poniżej)
- ˻ V ˺ Wystawa High End VIENNA 2026 ⸜ fotoreportaż → TUTAJ
- ˻ VI ˺ Polskie marki na High End VIENNA 2026 (& kilka słów o Hifideluxe) ⸜ reportaż → TUTAJ
tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”, PMC, J.Sikora

HIGH END VIENNA 2026
Kiedy: 4-7 czerwca 2026
Gdzie: Austria Center Vienna (ACV)
Bruno-Kreisky-Platz 1, 1220 Wiedeń – Austria
Organizator: HIGH END SOCIETY Service GmbH
→ www.HIGHENDVIENNA.com
W SOBOTNI WIECZÓR, PO TRZECIM DNIU wiedeńskiej wystawy, wyszedłem na miasto, żeby się powałęsać. Wcześniej, tego samego dnia rano, odwiedziłem wiedeński Belveder, barokowy pałac, lecz także galerię sztuki z jednym z najcenniejszych zbiorów w Austrii – z najważniejszymi dziełami Egona Schiele i Oskara Kokoschki i Gustava Klimta, żeby zobaczyć Pocałunek tego ostatniego. To był mój ostatni pełny dzień w Austrii, nie miałem więc już żadnych „kulturalnych” planów, poza napiciem się a to piwa tu, a to wina tam, a to zjedzeniem sałatki z ziemniaków, jakże innej od tej jedzonej w Monachium, a jednak jednoznacznie będącej Kartoffelsalat.
Z hotelu, który znajdował się jedną przecznicę dalej, za katedrą św. Szczepana (Domkirche St. Stephan), udałem się tym razem nie na północny zachód, w stronę reprezentacyjnej Brandstätte, a bardziej na południe i na wschód, żeby dojść do Parku Miejskiego (Stadtpark). Docieram tam, kieruję się w stronę Wiental-Kanal, czyli szerokiego, ujętego w reprezentacyjne obramienia kanału odciążającego Wiedeń w czasie ulew, i najpierw słyszę muzykę, co każe mi przyspieszyć kroku, a kiedy docieram na most przerzucony nad kanałem, moim oczom ukazuje się scena jak z innego świata.
Oto połowa tego szerokiego mostu jest ogrodzona niskimi barierkami. Na ziemi granicę wyznaczają czerwone, LED-owe węże, a wzdłuż barierek ustawione są krzesła. Na krzesłach siedzi parę osób, ale niemal wszyscy, którzy znaleźli się w tej wydzielonej części znajdują się na parkiecie. Właściwie na winylowej wykładzinie rozwiniętej na betonowym moście, ale jednak – parkiecie. I tańczą – tańczą tango.
To była właśnie ta muzyka, którą usłyszałem wchodząc do parku. Była to muzyka puszczana wprawdzie – jak się okazało – z plików, ale plików zripowanych z płyt szelakowych 78 rpm z lat 20. i 30. XX wieku. Zapewne do tych samych orkiestr i tych samych płyt tańczyła artystyczna bohema tamtych czasów, tworząca w oparach surrealizmu, ekspresjonizmu i w ramach nurtu Nowa Rzeczowość, już w cieniu narastającego faszyzmu i trudnej sytuacji gospodarczej.
Wyobrażam sobie Oskara Kokoschkę jak prowadzi w tańcu Almę Mahler, w której był szaleńczo zakochany i która ostatecznie go odrzuci. Przywołuję tego artystę, ponieważ jeden z jego obrazów reklamował akurat wystawę w Leopold Museum zatytułowaną Vienna 1900. Birth of Modernism.
‖ Na Karlplatz znalazła się budka, w której można było nagrać swój własny singiel winylowy – do odbioru natychmiast
Ciekawe w tym było to, że choć sytuacja była absolutnie kampowo-nostalgiczna, to ludzie na parkiecie byli ubrani tak, jak na piknik, w T-shirty, bluzki, dżinsy. Żadnych piór, cekinów czyi stylizacji. Po prostu przyszli tu, żeby potańczyć – a robili to wspaniale… Było to więc świadome spotkanie przeszłości (muzyka i nagrania) z teraźniejszością (miejsce, ubiór). Stałem wraz z wieloma innymi gapiami, oparty o barierkę, jak inni – zamyślony, nieco rozmarzony, ale też świadomy tego, że stoimy na zewnątrz, nie jesteśmy częścią tego święta.
Wracając naokoło do hotelu, przechodząc obok Karlplatz, gdzie trwała właśnie impreza techno, z mnóstwem młodych ludzi, światłami i potężnymi basami, pomyślałem sobie, czy aby nie w taki właśnie sposób widzą branżę audio ludzie, którzy są „obok”. Czy przyglądają się nam z ciekawością, może i lekką zazdrością lub wręcz przeciwnie, z drwiną, ale też pewni tego, że nie przynależą do tej rzeczywistości, że są poza tymi czerwonymi LED-ami wyznaczającymi granicę i w symboliczny sposób oddzielającymi to, co wewnątrz od tego, co na zewnątrz. Innymi słowy, pytałem sam siebie: „Co to będzie?”.
‖ Budynek ACV od strony wejścia i wejście do hali X2
▓ Co to będzie?
Wydaje się, że to samo pytanie zadawali sobie organizatorzy i uczestnicy wystawy High End Vienna 2026. Było nas naprawdę wielu, to była potężna wystawa, a mimo to widać było lekkie podenerwowanie w oczach moich rozmówców, w ruchach prowadzących prezentacje. Tak więc: Co to będzie?
Moim zdaniem – będzie dobrze. Od wielu lat słyszę o tym, że audio perfekcjonistyczne, to jest branża audiofilska, jest przeżytkiem i niedługo nie będzie komu sprzedawać tych wszystkich nowych, lśniących i czarnych pudełeczek kabelków o przekroju pytona czy kolumn wielkości małej patokawalerki w Warszawie.
W Wiedniu zobaczyłem jednak naprawdę bardzo wielu młodych ludzi. Było również wiele kobiet, zainteresowanych imprezą, a nie ciągniętych przez partnerów, było też sporo dzieci. W tej mierze Wiedeń odróżnił się od Monachium już na początku, gdzie była to wystawa dla „chłopaków”, najlepiej mających pięćdziesiąt lat i więcej (raczej więcej). To nie była dziaderska pokazówka, a coś zbliżonego do tego, co od lat widzę w Warszawie, na wystawie Audio Video Show.
‖ Ciekawostka, gramofon wpisany w stolik, w ciekawym kolorze, prawda? Marka: Tone Factory, hasło przewodnie: „Made in Europe – Designed in Vienna”
Widać też było realne zainteresowanie ludźmi muzyką i sprzętem, nawet jeśli to były sprzęty poza czyimkolwiek, poza nielicznymi, zasięgiem. W tej mierze jest zresztą tak, że coraz mocniej wyodrębnia się dobrze prosperująca, innowacyjna sfera high- i top high-endu oraz rzeczy w miarę przystępne cenowo dla każdego z sensowną pracą i zasobami. Znika jednak powoli średnia półka, tak gdzieś z zakresu 7000-15 000 złotych za produkt.
Ale to, co się dzieje na topie, jest szalenie interesujące. Po pierwsze ma miejsce całkowita konwergencja źródeł sygnału. Czyli równolegle, w ramach tego samego systemu grają różne źródła. Nie konkurują z sobą, a się uzupełniają. W Wiedniu najwięcej grało się z plików. O ile dobrze rozumiem, raczej z powodów praktycznych niż dźwiękowych. Ponieważ to była pierwsza impreza w tym miejscu, większość wystawców wolała się zabezpieczyć przed niespodziankami i mieć wszystkie nagrania „pod palcem”. Streaming jest bowiem bezpiecznym wyborem.
‖ Współistnienie różnych źródeł sygnału stało się faktem. Powyżej: przenośne odtwarzacze CD firmy Shanling, gramofon Kl AUdio Magnezar, magnetofon Stellavox (na podobnym nagrywał pan Okihiko Sugano), a także transport plików Innuos z nowej serii Nazaré z zegarem i przełącznikiem LAN
Ci, którzy postawili na płyty analogowe oraz CD (!), niektórzy również na taśmy (choć w znacznie mniejszej grupie niż w Monachium), wykręcali zazwyczaj świetny dźwięk. Tym bardziej, że w obydwu „obozach” widać spory ruch i wiele nowych produktów. Jak u Wadaxa, którego „wieża” to złożony z pięciu części system Studio Player, zaczynający się od odtwarzacza zintegrowanego SACD/MQA-CD, a kończy na dzielonym odtwarzaczu z dwoma zewnętrznymi zasilaczami oraz wydzielonym zegarem. Swoją premierę miał tam Studio Transport.
‖ Wadax z dzielonym odtwarzaczem z serii Studio Player: transport SACD, DAC, zegar taktujący plus dwa zasilacze
Powrót CD był zresztą jednym z „gorących” tematów tej imprezy. Część znajomych producentów, jak Alan Shaw, szef Harbetha, był tym zaskoczony, a część po prostu przyjęła to do wiadomości. Najlepiej sobie z tym radzą ci, którzy nie sąprzyspawani do swoich przekonań, a idą za rynkiem.
Nie przypadkiem to chińskie firmy, z Shanligiem na czele, oferują obecnie najwięcej odtwarzaczy Compact Disc – w Wiedniu swoją premierę miała nowa wersja przenośnego CD, modelu EC Zero T Max, z nowym wzmacniaczem słuchawkowym. Z płyt SACD, jak zwykle, muzykę grała firma Göbel High End, korzystająca z topowych Wadaxów, wspaniałe SACD pokazał Luxman.
‖ Transport CD firmy ESD
Z odtwarzaczami wiąże się też, co oczywiste, sprawa software’u. Czy uwierzą państwo, że właśnie dwa kolejne wydawnictwa zdecydowały się przygotować swoje własne płyty Crystal Disc? Ja również nie dowierzałem, dopóki sam nie zobaczyłem.
Podskoczyłem bowiem do sali Wadaxa, gdzie prezentację miał Fabio Camorani z Audionates Recordings, który przywiózł na imprezę płytę Famous Blue Raincoat: The Songs of Leonard Cohen amerykańskiej piosenkarki Jennifer Warnes, wydaną przez Impex – ten sam Impex, który dostarcza nam doskonałe płyty LP 1-Step. Fabio porównywał ją ze zwykłym wydaniem i krążkiem UHQCD, również Impexu (!). Czy muszę mówić, jaki był werdykt słuchaczy? Myślę, że nie ma potrzeby, różnice były oszałamiające.
‖ Fabio Camorani (po prawej) na prezentacji płyty Crystal Disc
Drugim zaskoczeniem była płyta Crystal Disc CD Hansa Theesinka i Terry’ego Evansa The Analog Sesson Vienna, wydana przez Revox Music. Na tym samym stoisku stały zresztą, obok siebie: płyta CD Crystal Disc CD, LP, kaseta magnetofonowa i taśma szpulowa, wszystkie w zgodnym oczekiwaniu na swojego nowego właściciela. Ta „równoległość” formatów w świecie audio wydaje mi się zresztą najbardziej charakterystycznym trendem ostatnich lat.
‖ Płyta Hansa Theesinka i Terry’ego Evansa The Analog Sesson Vienna, wydana przez Revox Music na płycie CD Crystal Disc CD, LP, kasecie magnetofonowej i taśmie szpulowej
Jeśli dodamy do tego pliki, traktowane jako najważniejsze źródło, zobaczymy, że coraz mniej ważne jest dla wydawców na czym ukazuje się dany materiał, byle było ich jak najwięcej. I nie ma jakiegoś przekonywania na siłę, że LP jest lepszy od tego czy takiego, albo że CD jest królem – wszystkie są potencjalnie dobre.
Tak zresztą myśli Revox, bo obok płyty Theesinka, w niemal równie wielu formatach, dostępna była najnowsza płyta Deep Purple. Masterowana z cyfrowych plików w jednym z wiedeńskich studiów płyta SPLAT! miała na wystawie swoją ultralimitowaną edycję na LP i na taśmach. A płyty podpisywali członkowie zespołu, Roger Glover oraz Simon McBride; Theesink podpisywał swoje wydawnictwo dzień później.
‖ Hemolia Records to wydawnictwo specjalizujące się w taśmach magnetofonowych. Od jakiegos czasu ma w swojej ofercie również płyty LP, a na wystawie debiutowała boxem z płytami SACD oraz CD – niedługo recenzja w naszym magazynie
Podobny entuzjazm widziałem na stoisku włoskiego wydawnictwa Hemolia Records. Pisaliśmy o tym niedawno, ale to ważne – dotychczas oferujące niemal wyłącznie taśmy, kopie taśm produkcyjnych, same topowe tytuły, od jakiegoś czasu ma w swojej ofercie również płyty LP 1-Step, a także – w Wiedniu była ich premiera – płyty SACD. Pierwszym tytułem był krążek, jakże by inaczej, Kind of Blue Milesa Davisa, ale jednocześnie, w tym samym boxie, na SACD z pojedynczą warstwą i UHQCD.
Jest jednak jeszcze jeden wektor tej opowieści, związany z muzyką kodowaną w Dolby Atmos. W 2019 roku byłem w czasie wystawy High End na pokazie zorganizowanym przez firmę PMC, na której byli również bratankowie Milesa Davisa, będący jego spadkobiercami, a gdzie zaprezentowano wielokanałową wersję płyty Kind of Blue. Taśma master ma tylko trzy kanały, więc kolejne, zarówno surround, jak i wysokości, nagrano w taki sposób, że ustawiono topowe kolumny PMC w Capitol Studios w Los Angeles i nagrano jego pogłos. Podobało mi się, naprawdę mi się to podobało. W Wiedniu mieliśmy możliwość wejść w ten świat jeszcze głębiej. Ta część zasługuje jednak na osobny rozdział.
‖ Ekran sesji miskserskiej systemu DAW z kodowaniem Dolby Atmos
▓ PMC Studio Vienna
PMC jest brytyjską firmą produkującą głośniki zarówno do studiów, jak i użytku domowego. Wśród jej klientów są, oprócz Capitolu, także Abbey Road Studios (Londyn, UK), Metropolis Studios (Londyn, UK) czy BBC Maida Vale Studios (Londyn, UK), żeby pozostać przy oczywistościach. Od kilku lat są to wyłącznie studia immersyjne Dolby Atmos. Pisałem państwu o tym kilka razy, ale powtórzmy: niemal co tydzień dowiadujemy się o nowym studiu Atmos. Dzisiaj już niemal nikt nie projektuje studia dla stereo. Jak się okazuje, przygoda Capitolu z systemem imersyjnym sięga aż 2017 roku.
‖ Tom Loader i Ollie Thomas, współszefujący firmą PMC, tuż po wywiadzie z autorem
To wtedy do Maurice’a Patista, szefa PMC USA, oraz starszego inżyniera Capitolu, Steve’a Genewicka, przyszli bossowie wydawnictwa i powiedzieli, żeby ci zmiksowali w Dolby Atmos kilka albumów. Nie powiedzieli po co – nie było wówczas nawet odpowiednich nośników, a streaming audio był w powijakach – ani jak. Inżynierowie zrobili to po swojemu – nie było jeszcze żadnych narzędzi, poza kinowymi, ani też świadomości, jak to ma w ogóle wyglądać, więc czuli się, jak mówili w czasie pokazów, absolutnie wolni. Ale też trochę przerażeni… Od tamtej pory Genewick zmiksował w ten sposób ponad sześć tysięcy utworów. Skąd to wiem? Ano od samego masteringowca.
‖ Starszy inżynier Capitol Studios, Steve Genewick – w głębi, w studiu mikserskim zaaranżowanym na wystawie
Jednym z najważniejszych wydarzeń wystawy w Wiedniu była seria wykładów i pokazów pod wspólną nazwą PMC Studio Vienna. Jak Patist mówił na samym początku chodziło im o to, aby przenieść doświadczenia ze studia mikserskiego Dolby Atmos na wystawę.
W tym celu zbudowano, naprawdę, pełne studio, z topowymi kolumnami firmy, systemem mikserskim i monitorami w systemie 9.1.6 (dziewięć kanałów dookoła, jeden subwoofer i sześć kanałów wysokości). Było to, jak czytamy w zaproszeniu, „odwzorowanie naszych własnych studiów nagraniowych w Londynie, Los Angeles i Nashville”.
‖ Steve Genewick z autorem
Genewick puszczał utwory takich wykonawców, jak Melody Gardot, Miles Davis, Bob Dylan czy Diana Krall, omawiając swoje wybory dotyczące dźwięku. Ponownie: niesamowite doświadczenie. Bardzo mi się to podobało. Z czasem pojawiła się jednak u mnie taka myśl: to doskonały sposób na spędzenie godziny lub dwóch w tygodniu, podobnie jak na oglądaniu filmu. Słuchać w ten sposób codziennie, po kilka godzin – to nie dla mnie. Było to coś w rodzaju karnawału, chwilowej ucieczki od normalności.
‖ Maurice Patist, szef PMC USA, zapowiada sesję z Sohnem
Co powiedziawszy zaraz dodam, że na chwilę złamałem się z tym drugiego dnia, kiedy spotkałem jednego z moich ulubionych muzyków ze współczesnego 4AD, Sohna, którego czwarty album Albadas (Dawn Songs) niedawno się ukazał. Testuję sprzęt audio korzystając z jego utworów od dwunastu lat. Od dwunastu lat słucha tego, ze swojego pokoju, moja córka, która bardzo długo miała mi za złe, że ją tym torturuję. Aż coś „kliknęło”. Dzisiaj to również jej ulubiony twórca. Jak mówił Sohn, kiedy mu to opowiedziałem – to musi być syndrom sztokholmski 🙂 Co mówiąc podpisał da niej płytę, która była przyczyną całego zamieszania.
‖ Sohn z podpisaną płytą
W każdym razie spotkanie z tym artystą miało inny przebieg niż to pierwsze. Muzyk dostarczył wcześniej Steve’owi Genewickowi ślady do swojego debiutanckiego albumu Tremors i na żywo, wraz z nami, uczestnikami spotkania, przeprowadził na żywo miks jednego z utworów w formacie Atmos.
Chociaż normalnie miksowanie jednego kawałka zajmuje od czterech do sześciu godzin, a my mieliśmy trzydzieści minut, wyszło to naprawdę fajnie. Może dlatego, że ten przestrzenny format jest jakby stworzony dla długich pogłosów, katedralnej skali i basu, który znajdziemy na jego płytach.
‖ Po lewej, w niebieskiej koszuli i czapeczce, Sohn, a obok niego, za systemem DAW, na którym miksował na żywo, Steve Genewick
To z takimi nagraniami chciałbym słuchać Dolby Atmos. Chociaż, powiem szczerze, odtwarzana do porównania wersja stereo też jest znakomita. Dla artysty było to pierwsze spotkanie z tym formatem, ale już wiadomo, że będzie przygotowywał w ten sposób swój koncertowy album z orkiestrą. Świetnie się przy tym bawił, widać było jak działa jego wyobraźnia, cieszył się chwilami jak dziecko, którym chyba nigdy (na szczęście!) nie przestał być.
Tak więc – wyjątkowe przeżycie, doskonały stymulant i materiał do przemyśleń. Krótko porozmawiałem z Genewickiem, ponieważ byłem ciekaw kilku rzeczy. Jedna – przy Dolby Atmos niemal w ogóle nie używa się kompresji, ponieważ nie jest potrzebna. Rozproszenie źródeł sygnału w kilu głośnikach daje wolność, jakiej inżynier miksujący nie ma przy materiale stereo, gdzie wszystkie muszą się zmieścić w dwóch śladach i która jest przeznaczona na LP, CD czy do radia. Ciekawe było również to, że wersje przeznaczone na słuchawki nie są masterowane osobno, choć można by to jeszcze bardziej dopieścić.
Jakie to ma przełożenie na rynek muzyczny? Nikt tego nie wie. Jest kilka serii surround, z najciekawszą, „SDE Surround Series” magazynu internetowego → SUPER DELUXE EDITION, jednak nie widzę, jak by to się miało łączyć z systemami audiofilów. Jest to, raczej, sposób na podtrzymanie zainteresowania systemami surround po tym, jak kino domowe spektakularnie się wywróciło i właściwie zniknęło – poza nielicznymi wyjątkami – ze stron pism audiofilskich i ze sklepów. Być może jest jednak coś, czego nie wiem, na przykład o streamingu, co dostrzegają wydawcy. Może.
Tak zresztą mówili Tom Loader i Ollie Thomas, współszefujący firmą. Tom i Ollie są synami, odpowiednio, Adriana Loadera i Petera Thomasa, założycieli firmy. Są młodzi, pełni zapału i mają dobry gust muzyczny. Porozmawiałem z nimi dla państwa, chcąc uczcić 35-lecie założenia firmy – wywiad w osobnym materiale już niedługo, a już teraz mogą państwo zobaczyć nasze zdjęcie na Instagramie firmy PMC → TUTAJ.
‖ Jedną z sensacji wystawy było ogłoszenie planów wejścia Qobuza do Polski; serwisy streamingowe są jednym ze źródeł nagrań Dolby Atmos
▓ „High Fidelity” na High End Vienna 2026
Wystawa, taka jak High End, jest okazją do podsumowań i wyróżnień. Jak o tym pisaliśmy → TUTAJ, pojechaliśmy do stolicy Austrii w kilka osób. Osobne podsumowanie imprezy przygotuje dla państwa Janusz Tuchowski, który przyjrzy się polskim produktom na imprezie oraz wystawie towarzyszącej Hifideluxe Vienna 2026.
Był to dobry czas, aby wręczyć dwie osobne nagrody: będąca nowością Dragon of the Exhibition, o której państwu niedawno pisaliśmy; więcej → TUTAJ i , jak zwykle, wraz z magazynem hifistatement.net wręczyliśmy również nagrodę Statement of High Fidelity.
‖ Kolacja, w czasie której mieliśmy okazję swobodnie i bez presji czasu porozmawiać ze zwycięzcami; na zdjęciu (od lewej): autor, Harry Elson (Head of Commercial and Operations w Harbecie), Dirk Sommer (hifistatement.net), Alan Shaw (właściciel i konstruktor Harbetha) oraz Birgit Hammer-Sommer (Sommelier du Son)
Na wystawie miało również miejsce wręczenie nagród Statement in High Fidelity. Przypomnijmy, że są one przyznawane dwa razy do roku przez magazynu hifistatement.net oraz „High Fidelity”. W tym roku w Wiedniu statuetki STATEMENT in HIGH FIDELITY otrzymają produkty z Wielkiej Brytanii:
‖ Nagrodzony gramofon wilson Benesch
Figurek Dragon of The Exhibition przywieźliśmy do Wiednia sześć.
‖ Tom Loader i Ollie Thomas z autorem oraz statuetką nagrody • zdj. PMC
O pierwszej już się państwo dowiedzieliście, o ile weszliście na strony PMC, bo to jej studio, o którym powyżej, wydało mi się znakomitym przykładem na to, jak powinna brzmieć muzyka w supernaturalny, superdynamiczny i – oczywiście – superprzestrzenny sposób.
W skład PMC Studio Vienna wchodziły nowe, dwuczęściowe kolumny aktywne PMC 12 XBD, ze wzmacniaczami w klasie D, rozbudowaną korekcją DSP i firmową linią transmisyjną Advanced Transmission Line (ATL).
‖ Edwin van der Kley Rynveld (ręka z lewej strony) oraz jego syn i COO Viktor de Leeuw (ręka po prawej) to przykład na przeprowadzoną z sukcesem sukcesję
‖ Nagrodzony przez nas system Siltecha
Druga trafiła do Siltecha, za system z kolumnami Sphinx Element 5, transportem plików Innuos z nowej serii, przetwornikiem D/A Soulution z serii 700oraz nowymi kablami Classic Legend Mk II i własną elektroniką SAGA. Kolumny, o których mowa, są pokłosiem poszukiwań Edwina Rynvelda.
Model Element 5, który widziałem w Wiedniu pierwszy raz w grającym systemie, jest niezwykły zarówno w formie, jak i dźwięku. Znam gust Edwina, omawiał swoje poprzednie kolumny, kiedy był u mnie w domu, ale to jest coś naprawdę „ekstra”. System schodzi do 19 Hz i ma hybrydową, pasywno-aktywną zwrotnicę PAC, pomysł Edwina na odprzęgnięcie kolumn od wzmacniacza.
‖ Nagrodę dla systemu z kolumnami Göbel High End odebrali Caroline Göbel oraz jej mąż – założyciel i konstruktor, Oliver Göbel
Trzecia wylądowała w systemie, o którym już mówiliśmy, to jest Göbel High End. Ta niemiecka, monachijska, żeby być precyzyjnym, firma pokazała swoje nowe kolumny Divin Monarque, napędzane przez elektronikę Vitus Audio z serii Masterpiece: wzmacniacze monofoniczne MP-M201 Mk 2 oraz przedwzmacniacz MP-L201 Mk 2. Źródłem był topowy, dzielony odtwarzacz SACD Wadax Level 8, a całość była połączona kablami Lacorde Statement.
Przy okazji dopowiedzmy, że Ole Vitus Nielse, założyciel Vitus Audio, wrócił do zarządzania marką, jak i marką syna, Alexandra Vitusa Mogensena, który po kilku latach postanowił pójść zupełnie inną drogą. Jedni więc ojców zastępują – patrz przypadek PMC, Siltech czy Audiovector – a inni wybierają inaczej.
‖ Ole Klifoth, założyciel firmy Audiovector (po lewej), i jego syn Mads, obecny dyrektor i konstruktor, to kolejny dobry przykład na udaną sukcesję
Czwarta figurka stanęła na stoliku z gramofonem Brinkmann Audio, w systemie w którym grały wyjątkowe, naprawdę zaskakująco dobre kolumny Audiovector R5 Arreté. Ich wyjątkowość polegała na znakomitej koherencji i wypełnieniu. Było to granie bardzo zbliżone charakterem do tego, co pokazują moje kolumny Harbeth M40.1. Jak więc mogło mi się nie podobać?
Jest to nowy model oparty na 3,5-drożnej konstrukcji flagowego modelu R10. Jest on wyposażony w system bas-refleks z otworem umieszczonym w dolnej części obudowy. W tej konfiguracji zastosowano dwa niezależne przetworniki basowe – jeden odpowiedzialny za pełny bas średni, a drugi przeznaczony wyłącznie do odtwarzania najniższych częstotliwości. Całość była napędzana wzmacniaczem Goldmunda z przetwornikiem D/A.
‖ Statuetkę w imieniu firmy Marten odebrali Jörgen Olofsson (CEO) oraz Leif Mårten Olofsson (założyciel)
Piąta statuetka znalazła swój nowy dom w szwedzkich firmach Marten oraz Jorma. Przygotowały one na wystawie premierę czterech nowych kolumn z serii Dexter, jednego podstawkowego i trzech podłogowych. W systemie z kolejną nowością, gramofonem TechDAS Air Force Model 20.
Podczas prezentacji dla prasy muzykę puszczano jednak z plików. W roli przełącznika LAN plików wystąpiła – niespodzianka, prawda? – kolejna premiera, firmy Innuos z nowej serii NazaréNET, a całość napędzała elektronika firmy Goldmund. W systemie były też nowe kable Jorma Origo Encore. Był to superdokładny, ale pełny, wierny dźwięk o doskonałej dynamice.
‖ Pani Mana Chikui, dziennikarka japońskiego portalu Phile Web
Tak się złożyło, że w czasie prezentacji siedziałem koło pani Mana Chikui, dziennikarki japońskiego portalu Phile Web, w skład którego wchodzą magazyny „Audio Accesories”, „Analog” i „Net Audio”. Nie wiem, czy państwo pamiętają, ale w 2018 roku przygotowałem dla państwa wywiad z Yosuke Asada, redaktorem naczelnym dwóch ostatnich; więcej → TUTAJ. Pani Chikui pamiętała o tym i szybko zgadaliśmy się na wywiad z nią, również w ramach serii „The Editors”. Dziennikarka miała tylko jeden warunek: ona przeprowadzi również wywiad ze mną. Zobaczymy, co z tego wyjdzie…
‖ Po lewej Robert Sikora, odbierający statuetkę w imieniu firmy J.Sikora; to jest, nota bene, jej nowy właściciel i dyrektor – kolejny przykład na przekazanie zarządzania dziecku zakończone sukcesem
I wreszcie szósty smok – ten poleciał do Polski, do Lublina, gdzie ma swoją siedzibę firma J.Sikora. Należała się ona całemu systemowi, ale była tylko jedna, więc trzeba było wybrać. A całość zagrała fenomenalnie! Źródłem sygnału był gramofon Reference z ramieniem KV12 Max, elektronikę dostarczyła firma Aries Cerat, kolumny Alsyvox, a okablowanie firmy Omega Audio Concepts i Stealth Audio Cables.
Spodobało mi się to, kiedy słuchałem krążków puszczanych przez Giulio Cesare Ricci’ego, założyciela i inżyniera wydawnictwa Fonè Records), działającego od 1983 roku. Najbardziej zapadła mi w głowę fantastyczna gitara z płyty Mesolella & Ascolese Chitarre Vagabonde. Było to granie pełnokrwiste, rozdzielcze, głębokie. A przy tym naprawdę przejrzyste.
‖ Pan Giulio Cesare Ricci (po lewej), założyciel i inżynier wydawnictwa Fonè Records
▓ Teraz Polska
A będąc przy polskim producencie nie mogę nie wspomnieć o czymś, co przewijało się w moich rozmowach z wystawcami i dziennikarzami z całego świata – o wyraźnej obecności naszego kraju na wiedeńskiej wystawie. Z jednej strony powinno to być normalne, wręcz przezroczyste. Stolica Austrii jest bowiem bardzo chętnie wybierana przez naszych rodaków na krótkie wypady. Dzięki bezpośrednim pociągom z Warszawy, Wrocławia czy Krakowa podróż jest całkiem krótka i niezobowiązująca.
Dlatego też chodząc po mieście co drugi krok słyszałem – przysięgam, przysięgam, że tak było – mowę ludu znad Wisły. Byli to przede wszystkim turyści, ale spotykałem ich też co jakiś czas również wśród sprzedawców, wśród których królowali jednak Czesi, Ukraińcy i Rosjanie. Ci ostatni są zresztą w Wiedniu liczną grupą, byli też na wystawie High End, zarówno jako wystawcy, zwiedzający i dziennikarze. To jest, powiedzmy wprost, bardzo, ale to bardzo złe, wręcz nikczemne.
‖ Piotr Gałkowski składający sobie, chyba mu się nudziło, stolik w czasie wystawy; poniżej system z kompletnym stolikiem Divine Acoustics MARS; jest tu również kondycjoner AC Gigawatta oraz gramofon J.Sikora Aspire
Ale do rzeczy. Okazało się, że zmiana miejsca wystawy zmieniła też geografię zależności. Wielu producentów poprosiło bowiem polskich dystrybutorów o przywiezienie ich produktów nad Dunaj, ponieważ tak było taniej i szybciej. Z Polski przyjechały więc produkty Nagry, Transrotora, YG Acoustics, Bouldera i wielu, wielu innych. Niektórzy dystrybutorzy wręcz pomagali na stoiskach tych firm, jak Soulnote czy Final.
‖ Jeden z systemów w niemal w całości przywiezionych z Polski: gramofon Transrotor, wzmacniacze Vinnie Rossi (test u nas już wkrótce), kable Crystal Cables oraz kolumny Audio Nostrum. Nad całością duchowo czuwał oraz puszczał swoje płyty LP oraz taśmy matser – Adam Czerwiński z wydawnictwa AC Records (poniżej)
No i byliśmy bogato reprezentowani jako producentów. J.Sikora, Ancient Audio, Everest Audio Labs – nowa firma Adama Mokrzyckiego, organizatora Audio Video Show – Divine Acoustics, Gigawatt, Albedo, Melodika, Unitra, Graphite Audio, Pylon, Fezz Audio – to tyko kilka firm, które akurat mi przychodzą do głowy, a o których więcej opowie Janusz Tuchowski w swoim sprawozdaniu. To jest już całkiem spora siła.
‖ Jak zwykle fajny pokaz Fezz Audio i Pylon Audio
Wraz z wyraźną nadreprezentacją – w porównaniu do poprzednich lat – dziennikarzy z krajów Europy Środkowej, Bałkanów czy nawet Albanii, zdawało się to potwierdzać intuicje organizatorów, o których pisałem w swoim sprawozdaniu z wyjazdu „rozpoznawczego” do ACV w lutym tego roku: punkt ciężkości świata audio lekko się przesunął w naszym kierunku. Tak, to wciąż Szwajcaria, Niemcy, Włochy czy Francja „rządzą” na kontynencie, ale z jednej strony są coraz częściej wypierani przez marki z Chin i Tajwanu, a z drugiej mają coraz silniejszą, profesjonalną konkurencję z Polski; więcej w felietonie zatytułowanym Byłem w ACV… → TUTAJ.
▓ Jak więc było?
Moim zdaniem zmiana miejsca, w którym organizowana jest wystawa High End była bardzo dobrym krokiem. Nowe miejsce musi być jeszcze „opanowane”, ponieważ na razie błąkaliśmy się jak dzieci we mgle, pytając co krok, gdzie właściwie jesteśmy. Problemem była nowość, a nie jego układ. Po trzech dniach nauczyliśmy się korzystać z ikonografii i wskazówek, a i ilość pomagających nam ludzi była ogromna.
Bardo dobra była też organizacja imprezy, także dla wystawców. Rozmawiałem z wieloma i każdemu zadawałem to samo pytanie – czy jest zadowolony. Ponad 90% „ankietowanych” przeze mnie twierdziła, że jest zadowolona lub bardzo zadowolona. Problemem pozostaje sama powierzchnia, mniejsza niż w Monachium. Wiele firm po prostu nie dostało się na imprezę. Zorganizowane tuż obok wydarzenia towarzyszące raczej temu nie zaradzą.
‖ W Belvederze można obejrzeć Pocałunek Klimta, to tylko kilka przystanków metrem linii U1 od centrum
Fajne było to, że w niemal każdym pokoju udało się uzyskać naprawdę dobrą akustykę, czasem wręcz spektakularną. Okazuje się, że i pomieszczenia w głównym budynku, i te wniesione w halach X2-X4, były o wiele lepsze pod tym względem niż to, co znamy ze stolicy Bawarii. No i czystość – bez porównania większa. Chodziliśmy po ACV z przyjemnością, bez ścisku, swobodnie.
Była to pierwsza wystawa w Wiedniu, byliśmy więc nieco zdezorientowani, właściwie wszystkim. Uważam jednak, że to się szybko zmieni i poczujemy się jak u siebie. To były dobre dni dla audio. ‖ WP
‖ Widok na Wiedeń od strony Górnego Belvederu
▓ Wystawa w skrócie
- Kiedy: od 4 do 7 czerwca 2026 r.
- Gdzie: Austria Center Vienna (ACV), Bruno-Kreisky-Platz 1, 1220 Wiedeń – Austria
- Organizator: HIGH END SOCIETY Service GmbH
→ www.ACV.at
→ www.HIGHENDSOCIETY.de
tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”, PMC, J.Sikora
«●»



