„Sea Poetry” jest drugim, po „Sometimes”, albumem Rafał Jackiewicz Quartet.
Na tej płycie, jak czytamy w materiałach prasowych, „kwartet rozwija swój język w stronę subtelnej medytacji nad dźwiękiem – pełnej oddechu, przestrzeni i skupienia”. Jego premiera miała miejsce 10 grudnia 2025 roku.
„Morze stało się dla nas metaforą przestrzeni, która łączy, ale i niesie w sobie tajemnicę. Fascynuje nas, jak dźwięk potrafi oddać przestrzeń – nie tylko tę fizyczną, lecz także emocjonalną. „Sea Poetry” to próba zapisu chwil, w których muzyka staje się jak oddech morza” – opowiada Jackiewicz.
tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”, mat. pras. wyd., RTM

RAFAŁ JACKIEWICZ QUARTET „Sea Poetry”
Wydawca: wydawnictwo własne
Format: Crystal Clear LP, LP, CD
Premiera: 10 grudnia 2025
Słuchał: WOJCIECH PACUŁA
Jakość dźwięku: CC LP 10/10 ‖ LP 9-10/10 ‖ CD 9/10
→ www.FACEBOOK.com
▬▬▬▬▬▬▬▬
RAFAŁ JACKIEWICZ jest polskim saksofonistą jazzowym, dyrygentem i kompozytorem. Ten, urodzony 1994 roku w Niemenczynie na Wileńszczyźnie, absolwent Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, działa jako lider własnego kwartetu, został wyróżniony przez Prezydent Litwy; jest stypendystą Gaude Polonia.
W wywiadzie Iwony Lewandowskiej dla „Kuriera Wileńskiego” mówił:
Mój dziadek grał na harmonii, a ja zainteresowałem się tym instrumentem już jako czterolatek. Muzyka inserowała mnie naprawdę, dlatego razem ze szkołą podstawową rozpocząłem naukę w szkole muzycznej w Niemenczynie, wybrałem akordeon. Rodzice nie zmuszali mnie nigdy do gry, nie musieli nawet zachęcać. Od początku to była moja decyzja. Już w szkole podstawowej wiedziałem, że muzyka jest dla mnie najważniejsza, dlatego robiłem wszystko, co w mojej mocy, by kontynuować naukę w konserwatorium muzycznym w Wilnie.
⸜ za: Rafał Jackiewicz & Sinfonia Iuventus, → SINFONIAIUVENTUS.pl, dostęp: 26.02.2026.
W szkole, pod kierunkiem Genadjusa Afanasjeva, rozpoczął naukę gry na saksofonie, kontynuowaną w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Ukończył ją z wyróżnieniem w roku 2019 w klasie saksofonu Macieja Sikały oraz dyrygentury jazzowej Andrzeja Zubka. W roli dyrygenta współpracuje z orkiestrami symfonicznymi i big-bandami, a także prowadzi własny zespół (Orkiestrę Rafała Jackiewicza), z którym – jak czytamy – „występuje z gwiazdami sceny rozrywkowej i jazzowej”.
Muzyk jest laureatem krajowych oraz międzynarodowych konkursów, takich jak Gnesin Jazz, School and Jazz Festival w Lubaczowie czy Padova International Music Competition. Pisze muzykę na zespoły jazzowe i rozrywkowe, orkiestrę, a także muzykę do spektakli teatralnych i filmów.
‖ Rafał Jackiewicz Quartet • zdj. Enrique Hoyos \ mat. pras. wyd.
W 2022 roku Jackiewicz wraz ze swoim kwartetem wydał płytę Sometimes. Była ona o tyle nietypowa, że została wydana własnym nakładem (tak zwany self publishing). Jak mówię, to spotykane, ale nietypowe. Niemal zawsze muzycy wiążą się z którymś z wydawnictw, ponieważ otrzymują w ten sposób pieniądze na nagranie i promocję swojej muzyki. Współpraca układa się jednak różnie, w zależności od tego, jak płyty się sprzedają i z jakim wydawcą artyści mająco czynienia.
Wybór własnej drogi jest trudny, ponieważ trzeba sfinansować sesję nagraniową i promocję, ale daje pełną wolność artystyczną. I tak właśnie czytam ten gest Jackiewicza. Trudno bowiem mówić o chęci zarobku, kiedy tłoczy się – jak w przypadku płyty Sea Poetry, sto czterysta (łącznie) sztuk winylu. A to właśnie ten nośnik wydaje się dla muzyka najważniejszy.
▓ Muzyka
˻ PERSONEL ˺ Rafał Jackiewicz – saksofon altowy, Piotr Dziadkowiec – fortepian, Maciej Kitajewski – kontrabas/gitara basowa, Przemysław Borowiecki – perkusja
Podobnie jak na Sometimes, tak i na najnowszej płycie, wszystkie utwory są kompozycjami lidera. O nowej płycie muzyk – jako wydawca – pisze:
Na swojej drugiej płycie kwartet saksofonisty Rafała Jackiewicza postanowił oddać się medytacji nad dźwiękiem. Sea Poetry przybrało więc kształt dzieła subtelnego, pełnego oddechu, przestrzeni i skupienia.
‖ Wersja Crystal Clear LP
Zwracamy na to uwagę od razu, widząc okładkę: estetycznie płyta kwartetu nawiązuje do tradycji wydawnictwa ECM Records, zarówno na poziomie fotografii, jak i typografii; więcej o wydawnictwie → TUTAJ. Przygotowana przez Adama Kujawskiego, korzystającego ze zdjęcia Enrique Hoyosa (zjęcie kwartetu wykonał Tomasz Białowolski), odwołuje się do długiej tradycji tego monachijskiego labelu, że przywołam Litanię – Music of Krzysztof Komeda Tomasz Stanko Septet (1997), War Orphans Bobo Stenson Trio (2019), Ocean Stephena Micusa, czy też z najnowszych – Watersong tria Savina Yannatou, Primavera en Salonico, Lamia Bedioui (2025).
Dla mnie jednak pierwszym skojarzeniem był inny kierunek, a mianowicie Japonia. W 1977 roku wydawnictwo Trio Records zaprezentowało płyt Mellow Dream japońskiego pianisty jazzowego, Fukui Ryo. Na jego okładce, w mocnym przybliżeniu, znajdziemy ten sam motyw co na płycie polskiego kwartetu – szybującą mewę nad morzem.
W Słowniku mitów i tradycji kultury Władysława Kopalińskiego morze jest przedstawiane jako symbol o szerokim, ambiwalentnym znaczeniu. Kopaliński wskazuje na morze jako na potężny motyw kulturowy, który w sztuce, literaturze i mitach funkcjonuje jako granica, wyzwanie i tajemnica. Z jednej strony morze jest groźne, symbolizuje cierpienia i bolesne doświadczenia, a z drugiej – jest źródłem życia.
Ważniejsze jest ujęcie tematu w kulturze: to uosobienie potęgi i wolności. Morze reprezentuje nieskończoność i potęgę natury. I chyba tak należy rozumieć tę okładkę. Jak czytamy w wywiadach, „jest w nim miejsce na ciszę, oddech i refleksję”. I dalej:
To muzyka niosąca melancholię i spokój, w której każda fraza stanowi część większej opowieści o relacji człowieka z naturą. W Sea Poetry staraliśmy się uchwycić chwilę. Morze stało się dla nas metaforą przestrzeni, która łączy, ale i niesie w sobie tajemnicę. Fascynuje nas, jak dźwięk potrafi oddać przestrzeń – nie tylko tę fizyczną, lecz także emocjonalną. Sea Poetry to próba zapisu chwil, w których muzyka staje się jak oddech morza – powolny, głęboki, pełen spokoju.
Jak mówią materiały prasowe, na recenzowanej płycie czterech muzyków „łączy wspólne podejście do formy – wrażliwość na brzmienie, wzajemne słuchanie i otwartość”. Ich muzyka ma się opierać na dialogu, w którym „każdy instrument zachowuje indywidualność, współtworząc jednocześnie spójną, organiczną całość”.
‖ Wersja na taśmie analogowej • zdj. Rafał Jackiewicz \ Facebook
▓ Wydanie
Sea Poetry byłaby może i ciekawą, ale kolejną płytą, gdyby nie sposób przeprowadzenia sesji nagraniowej. Otóż album został nagrany w całości analogowo na taśmę. Miks i mastering również zrealizowano w domenie analogowej, co – jak zaznacza wydawca – „pozwoliło zachować naturalne ciepło i przestrzeń dźwięku”. Całość wyglądała podobnie, jak na debiucie kwartetu: rejestracji dokonano w gdańskim Custom34 Studio na 24-ścieżkowym, analogowym magnetofonie Studer A827 (bez Dolby), w dniach 28-29 lipca 2025 roku. Nie ma o tym informacji, ale zapewne miks również był analogowy, na magnetofon szpulowy Studer A70.
Za rejestrację, miks i mastering odpowiada Piotr Łukaszewski. Wikpedia mówi: „Piotr Juliusz Łukaszewski (ur. 22 grudnia 1966) – polski gitarzysta, producent muzyczny, aranżer oraz kompozytor rockowy. Członek Akademii Fonograficznej ZPAV”. Grał z zespołami TSA-Evolution, Skywalker, IRA (płyty Mój dom, 1993 rok), lider zespołów Karmacoma i Ptaky.
Pod koniec lat 90. założył w Gdańsku studio nagraniowe Red Studio, w którym nagrywało wiele zespołów, min. Myslovitz, O.N.A. i Illusion. W 2012, wraz ze Sławkiem Mroczkiem, zakłada Custom34 Studio w Gdańsku, którego jest managerem i głównym realizatorem, a w którym nagrał ponad sto płyt w roli realizatora, gitarzysty lub producenta; o płycie T.Love przeczytają państwo → TUTAJ.
‖ Wersja Compact Disc
Płyta została wydana na pojedynczym krążku LP 33,3 obr./min. w limitowanym nakładzie stu egzemplarzy w wersji przezroczystej i trzystu czarnej. Są one ręcznie numerowane. Dostępna jest też płyta CD – ale wyraźnie traktowana jako nośnik dodatkowy – a także na , uwaga, taśmie analogowej. Ta ostatnia jest duplikowana we Francji w RTM → RECORDING THAT MATTERS (LPR90 metal reel 10,5”, prędkość: 15 IPS, EQ: IEC1/CCIR).
Może warto by pomyśleć o kasecie magnetofonowej duplikowanej z taśmy master – to coraz bardziej popularny nośnik, a RTM oferuje również i taką możliwość. A dla miłośników płyt LP idealna byłaby wersja na złotym CD-R, może w okładce 7”…
W czym widzę rękę Adama Czerwińskiego. A nawet jeśli nie bezpośrednio, to duchowo. Przecież Adam od lat wydaje płyty w ramach AC Records właśnie w ten sposób. Proszę rzucić okiem na recenzję płyty Song For My Mother → TUTAJ. Zabrakło jedynie obi i opisu sesji. No i płyta jest chowana do pojedynczej, a nie podwójnej okładki – to jednak wydanie własne, a nie wydawnictwa. Całość sprawia bardzo dobre wrażenie. Choć zapożycza, mówię o sposobie nagrania, wydania i projekcie plastycznym, to zapożycza dobrze i od najlepszych 🙂
Do recenzji trzymaliśmy trzy wersje płyty: przezroczysty LP, czarny LP oraz Compact Disc. I jeszcze Test Press z autografem.
‖ Do odsłuchu obok dwócc wersji LP i krążka CD mieliśmy również Test Press płyty
▓ Dźwięk
˻ PROGRAM ˺ Side A: 1. Driftlight, 2. Below, 3. Lighthouse In The Rain Side B: 1. Together, 2. Longing Tide, 3. Quiet Hope
CRYSTAL CLEAR LP • Odbiór tej muzyki ustawia już pierwszy utwór na płycie, ˻ A-1 ˺ Driflight. Kwartet gra w kontemplacyjny sposób, z miotełkami szurającymi po werblu w lewym kanale, z fortepianem i kontrabasem w prawym i ustawionym na osi odsłuchu saksofonem. Nie ma w tym pośpiechu, nie ma też „ciśnienia”.
Dźwięk jest wysokiej próby, to również słychać od razu. Jest bardzo „wgłębny”, jeśli tam mogę powiedzieć. To jest nasycony i wypełniony. Nie jest przy tym szczególnie selektywny, co jest charakterystyczne dla „pełnoanalogowych” rejestracji. Obraz „staje się” niemal od razu w pełny sposób, bez wyraźnych krawędzi czy twardych powierzchni.
A przecież do doskonale różnicowany przekaz. Mówiłem o szuraniu miotełek, ale co jakiś czas uderzają one o blachę, i wtedy, na chwilę, dostajemy nagłe, gęste i „złote” brzmienie ride’a czy hi-hata. Mimo to mamy wrażenie płynięcia przez ciepłe, spokojne morze – sorry za tę kliszę, musiałem się do tego odnieść – z lekko oddalonym, za pomocą długiego pogłosu, saksofonem w roli światełka latarni.
Choć ˻ A-2 ˺ Below ma podobne tempo, czyli raczej dryft, raczej lekka bryza, to jednak instrumenty wydają się w tym utworze pokazane nieco dalej od nas. Nie miejmy wątpliwości – to wciąż intymne granie, a jednak granie nieco bardziej wychylone w przyszłość, jakbyśmy oczekiwali nagłego wiatru, jakby zaraz miała nadejść burza. Jeśli dobrze odczytuję tytuł tego utworu, to chyba o coś takiego chodziło. Jest w brzmieniu fortepianu, bo on wydaje mi się w tym utworze najważniejszy, jakaś wewnętrzna porywczość, choć tonowana.
Także i ten instrument ma długi pogłos. Jest przez to lekko stępiony jeśli chodzi o uderzenie i atak. Custom34 Studio jest znane z tego, że ma sporo bardzo ciekawych instrumentów. Jednym z ich jest fortepian
Steinway & Sons Grand Piano z 1925 roku (model NYC, o stroju 432 Hz). To potężny instrument, który na płycie Sea Poetry brzmi przede wszystkim podtrzymaniem niż atakiem, raczej głębokością niż powierzchnią.
I nawet kiedy w ˻ A-3 ˺ Lighthouse in the Rain tempo przyspiesza, wciąż jesteśmy w lekkiej „mgle”. Wydaje się, że takie było założenie albumu jeśli chodzi o stronę artystyczną i wybór techniki analogowej jest jego przedłużeniem. Bo przecież „analog” to niezwykle naturalne, „bebechowe” brzmienie, które jest i tutaj, ale też nie do końca akcentowany atak. Energia dźwięku jest skupiana na „sercu” brzmienia instrumentów.
Co bardzo ładnie wychodzi również z kontrabasie, Przyzwyczaiłem się do takiego dźwięku instrumentu na płytach Adama Czerwińskiego i słyszę go i tutaj. To jest gęste, bardzo skupione granie z ogromną energią podawaną w krótkich interwałach. Także i niedługie solo perkusji jest tutaj pokazane w ten sam sposób, to jest żywiołowy i jednocześnie ciepły.
Płyta jest skomponowana w taki sposób, żeby wraz z kolejnymi utworami na każdej stronie nabierać tempa i energii. Jest to lepiej zaznaczane w wersji winylowej i na CD, i na taśmie będzie to trochę zaburzone przez liniowe odtworzenie wszystkich kompozycji. Przełożenie strony A na B stanowi bowiem swego rodzaju zatrzymanie, również jeśli chodzi o muzykę.
Nie wiem, czy się nie mylę, ale strona recenzowanej B płyty zaczyna się dźwiękiem ustawionym trochę bliżej nas, jakby ciut mocniej skompresowanym. Całkiem dobrze to brzmi, bo jest o głębia nadawana przez długi pogłos, i większa „namacalność”, a tę przecież lubimy, prawda?
˻ B-1 ˺ Together brzmi mocniej niż otwierający stronę A Driftlight, ale pełni podobną rolę – przygotowuje nas do tego, co będzie później, za chwilę. Perkusja jest w tym utworze mocniejsza, ale też ma dłuższy pogłos, przez co słychać ją tak, jakby stała w naprawdę dużym pomieszczeniu. Także i intensywność fortepianu jest większa. Wszystko to powoduje, że to jest inny rodzaj melancholii niż wcześniej. Wydaje się, jakbyśmy byli przygotowywani do czegoś nagłego, nieprzewidywalnego.
A da się to zagrać naprawdę głośno. Płyta kwartetu Rafała Jackiewicza jest bowiem nagrana w taki sposób, że nie ma w niej cienia jaskrawości. Jest informacja, jest rozdzielczość, co daje bogate brzmienie. To jednak „analog” w dobrym wydaniu.
Kiedy więc ˻ B-2 ˺ Longing Tide rozpoczyna się od mocniejszego wejścia perkusji na dużym systemie, z mocno odkręconą siłą głosu to będzie naprawdę nagłe, naprawdę energetyczne. Po chwili nieco się uspokaja, tempo spada, aż do niemal wyciszenia. Głębia brzmienia perkusji będzie w ty utworze wyraźniejsza, jakby chodziło o zbudowanie dużego „tła”. Fortepian przygrywa dość wysoko prawą ręką – lewej niemal nie słychać – co daje efekt „nagłości” – utwór z czasem się bowiem ponownie rozwija energetycznie.
Nie pisałem jeszcze o tym, choć to ważne: winyl jest wytłoczony bardzo dobrze, szum tła jest więc niski, a trzaski niezwykle rzadkie, wręcz sporadyczne. I o niskim poziomie. Bardzo dobrze współgra to z samą muzykę, przecież kontemplacyjną.
Wspaniale wyszło to również w kończącym album ˻ B-3˺ Quite Hope. Tytuł dobrze opisuje jego wyraz. Rozpoczyna się od impresji fortepianowej, w której najważniejszy jest środkiem pasma. Ani uderzenia wysokich klawiszy, ani rzadkie, ale co jakiś czas słyszane, niskich lewej ręki, nie są mocne, nie są wyraźne. To bardzo pastelowe brzmienie. Taka ta płyta jest – pastelowa i impresjonistyczna zarazem. Jest w niej głębia, gęstość i energia. Są one jednak wewnętrzne, skierowane ku środkowi utworu, a nie w naszą stronę.
Quite Hope jest przy tym zamknięciem nawiązującym do utworu, który tę płytę rozpoczyna. Jakbyśmy bezpiecznie wrócili do domu. Z jakąś wewnętrzną stratą, brakiem, tęsknotą – ale jednak do domu.
BLACK LP • Płyta Sea Poetry ma spatynowany dźwięk w sepii. Głęboki i bogaty barwowo, ale też stonowany energetycznie. Ciekawe, ale z czarną wersją krążka dostaniemy mocniejszy obraz blach. Będą one nieco bardziej czytelne i będą miały wyraźniejszy atak – podobnie jak i werbel.
Obraz dźwiękowy zostanie też do nas lekko przybliżony. Czytelność instrumentów, ich obrazowanie z jednej strony na tym zyska, ponieważ będą bardzie j namacalne bardziej „tu i teraz”. Słabiej słyszalne pogłosy, a więc bliższy przekaz, przełożą się na większą energetyczność.
To ciekawe dlatego, że zazwyczaj jest inaczej, że to przezroczysty winyl, winy bez dodatków, daje klarowny obraz, jest jaśniejszy, czasem wręcz ostrzejszy. Z recenzowaną płytą jest inaczej. Jej brzmienie jest nieco mniej czytelne, krawędzi instrumentów są słabiej „widoczne”. Ale akurat atak, moment w którym energia jest odbierana przez nas jako żywiołowość, jest z czarnym winylem mocniejszy. Z kolei kontrabas ma mniej czytelny rysunek, jest bardziej skupiony na wybrzmieniu niż na „drewnianym” pudle.
COMPACT DISC • Płyta CD, choć – jak zakładam – nośnik dodatkowy (nie przypadkiem na okładce płyty LP boldem informuje się: „Pure Analog Sound”), to jednak brzmi doskonale. Nie jest tak nasycony barwowo jak LP, w obydwu wersjach, nie ma również tak dobrej namacalności. Jest jednak czytelniejszy, co akurat w tym przypadku wychodzi na plus.
To także nieco inna perspektywa, z której widzimy muzyków. Wolumen jest mniejszy, to nie jest namacalne grani, a jednak mamy wrażenie dużej wewnętrznej energii, z LP nie aż tak dobrze wyczuwalnej. Świetnie zachowano przy tym barwy, bo to wciąż brzmienie w sepii. Tyle że teraz wyraźniejsze i bardziej selektywne. Krawędzie uderzeń mają więcej energii i mocniej różnicują cały dźwięk.
Dlatego szkoda, że nie jest to płyta SACD. Kopia z taśmy „master” byłaby idealnym formatem cyfrowym dla tego typu muzyki. Ale mimo to, nawet ze zwykłym CD dźwięk jest doskonały. I to on, zaskoczenie, jest bliższy temu, co wypracowała na swoje potrzeby wytwórnia ECM. Obydwie wersje winylowe brzmią bowiem ciemniej, w bardziej miękki sposób. Z kolei CD przynosi otwarcie połączone z rozdzielczością – naprawdę super!
▓ Podsumowanie
Płyta pomyślana, zaplanowana, nagrana i wydana z myślą o analogu tak też brzmi. Czyli w „bebechowy”, miękki i w pewnym sensie ciepły sposób. Ciepły przez brak jaskrawości, a nie podbarwienia. Instrumenty są na niej doskonale czytelne, mają duże bryły. Wciąż najważniejsze jest w nich podtrzymanie. Atak i wybrzmienie są zaokrąglone.
Wyraźniej brzmi wersja czarna płyty, a jeszcze mocniej zagra płyta CD. Inaczej niż zwykle to właśnie przezroczysty winyl jest najbardziej „analogowy” – w tym sensie, że ma bardziej kremowe brzmienie, jest bardziej „obły”. Kiedy słuchałem Test Pressu usłyszałem wyższą dynamikę i mocniejszy atak. Instrumenty były też bliżej mnie niż w obydwu wersjach winylu. Ale bliżej temu było brzmienia klasycznego, czarnego nośnika.
Trudno mi więc wybrać, która wersja jest tą „najlepszą”. każda gra w trochę inny sposób i każda ma coś fajnego do przekazania. Jeślibym jednak miał wybierać tę jedną, jedyną, to byłby to zapewne jednak przezroczysty winyl, a to dzięki wewnętrznemu spokojowi i równowadze. Niezależnie jednak, co państwo wybierzecie, dostaniecie piękną płytę o świetnym dźwięku. ●
JAK SŁUCHALIŚMY • Odsłuch został przeprowadzony w systemie referencyjnym „High Fidelity”. Płyty SACD słuchane były z odtwarzacza Ayon Audio CD-35 HF Edition, a płyty LP z gramofonu Rega P8 z wkładką Denon DL-103R, a także gramofonu TechDAS Air Force IV z przedwzmacniaczem RCM Audio. Sygnał przesyłany był do lampowego przedwzmacniacza liniowego Ayon Audio Spheris Evo i wreszcie do wzmacniacza mocy Soulution 710 oraz kolumn Harbeth M40.1. Okablowanie – Crystal Cable Absolute Dream, Siltech Triple Crown, z zasilaniem Siltech, Acoustic Revive i Acrolink.



