STEPHAN MICUS „Winter’s End” z plików FLAC 16/44,1 na Tidalu

Jak czytamy w materiałach prasowych, „Stephan Micus to jednoosobowy świat dźwięku”. Kolekcjonuje i studiuje instrumenty z całego świata i tworzy z nimi własne muzyczne pejzaże. Winter’s End jest jego 24. solowym albumem nagranym dla ECM.

W dwunastu utworach na tej płycie usłyszymy dwa nowe instrumenty: chikulo z Mozambiku i Tongue Drums w stylu środkowoafrykańskim. Oprócz tego Micus zagra na kalimbie (fortepian kciukowy), zaśpiewa, zagra na flecie egipskim nay, japońskim flecie nohkan, balijskim flecie suling, smyczkowym instrumencie sattar z Xinjiangu, uderzy w cymbały tybetańskie, peruwiańskie charango, zabrzmi również 12-strunowa gitara. Większość z tych instrumentów nigdy wcześniej razem nie grała.

STEPHAN MICUS "Winter’s End"

Wydawca: ECM Records ECM 2698
Format: CD, Tidal FLAC 16/44,1
Premiera: 11.06.2021
Słuchał: WOJCIECH PACUŁA

Jakość dźwięku: 9/10

MUZYK

Urodzony w 1953 roku w Niemczech Stephan Micus swoją pierwszą podróż do Orientu odbył w wieku szesnastu lat. Zafascynowany różnorodnością kultur muzycznych na całym świecie podróżował praktycznie po każdym kraju azjatyckim i europejskim, a także po Afryce i obu Amerykach. Ucząc się u lokalnych mistrzów muzyki, nauczył się grać na wielu tradycyjnych instrumentach, z których wiele jest nieznanych w świecie zachodnim. W wielu swoich kompozycjach, które wykonuje sam, łączy instrumenty, na których nigdy wcześniej nie grano razem. Powstałe dialogi jeszcze bardziej odzwierciedlają jego wizję muzyki transkulturowej.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

| STEPHAN MICUS • foto ECM Records

Na stronie internetowej wydawnictwa możemy znaleźć listę instrumentów na których gra – jest po prostu niesamowita! Poza tym niektóre instrumenty wykonuje sam – na przykład Tongue Drums. Zrobił go 40 lat temu, tnąc kawałki „języka” w górnej części drewnianego pudełka, wzorując się na instrumentach z Afryki Środkowej:

Wykorzystałem go wówczas kilka razy na koncertach i śpiewałem jedną linię wokalną, ale nigdy nie byłem z tego zadowolony. Jednak od momentu, w którym połączyłem go z chikulo i dodałem więcej głosów, te dwa językowe kawałki perkusji w końcu wydały się kompletne. Często mam instrumenty przez długi czas, zanim uda mi się włączyć je do kompozycji – a jeśli po 40 latach któryś z nich znajdzie swój moment, to bardzo fajna sprawa.

Dzięki tej różnorodności i umiejętności łączenia różnych światów jego muzyka została wybrana przez wiele czołowych europejskich zespołów tanecznych do swoich produkcji. W ciągu ostatnich 30 lat dał też setki koncertów solowych w całej Europie, Azji i obu Amerykach. Dodajmy, że grą na flecie zainteresował się po koncercie Jethro Tull, a w szkole grał w zespołach rockowych.

PROGRAM

  1. Autumn Hymn (Stephan Micus) 04:10
  2. Walking In Snow (Stephan Micus) 04:10
  3. The Longing Of The Migrant Birds (Stephan Micus) 06:08
  4. Baobab Dance (Stephan Micus) 03:14
  5. Southern Stars (Stephan Micus) 04:49
  6. Black Mother (Stephan Micus) 04:15
  7. A New Light (Stephan Micus) 03:37
  8. Companions (Stephan Micus) 02:12
  9. Oh Chikulo (Stephan Micus) 02:49
  10. Sun Dance (Stephan Micus) 05:20
  11. Walking In Sand (Stephan Micus) 02:53
  12. Winter Hymn (Stephan Micus) 04:37

Pierwszą płytę dla ECM Records – a właściwie dla spinu tej wytwórni – JAPO – Stephan Micus nagrał już w 1977 roku; Implosions ukazała się 1 listopada 1977. Na swoich wczesnych albumach gra głownie na fletach i śpiewa. Przełomem okazała się płyta Music of Stones z 1989 roku, na którym zaprezentował oryginalne spojrzenie na muzykę ludową („folk music”) poprzez jej radykalną rekombinację. Z kolei w 1994 zaskoczył świat tytułem Athpos (Journey to the Holy Mountain), na którym zarejestrował 22 ścieżki ze swoim głosem tworząc „jednoosobowy zespół wokalny”.

MUZYKA

Japoński wiersz towarzyszący płycie Winter’s End wydaje się metaforą jego muzyki. Jak mówi artysta:

Dla muzyka lub artysty bardzo ważne jest zachowanie dziecięcej natury. Oczywiście fajniej jest chodzić w głębokim śniegu niż po asfaltowej drodze. To jest coś, o czym staram się pamiętać w codziennym życiu.

Do nagrania muzyk wykorzystuje nietypowe instrumenty w nietypowych zestawieniach:

Mam taką wizję migrujących ptaków. Podróży z Europy do Afryki, gdy nadchodzi zima. W trzecim utworze czuję tęsknotę za podróżami, a z czwartym Baobab Dance dotarliśmy do Afryki.

Jak często w muzyce Micusa, recenzowany album ma symetryczną strukturę, a tytuł być może sugeruje powrót.

STEPHAN MICUS ECM

Jedną z niezwykłych rzeczy w Micusie jest sposób, w jaki wykorzystuje dźwięki świata jako inspirację i łączy je w unikatowe i pionierskie kombinacje:

Połączenie instrumentów po raz pierwszy jest fascynujące. To jak chodzenie do miejsc, w których nikogo nie było. Zaskakująco możesz zabrać te instrumenty z całego świata i brzmią w harmonii. To piękna wiadomość, gdy niestety my, ludzie, nie doszliśmy do tego punktu.

NAGRANIE

Zasady rządzące nagraniami ECM Records są takie same od momentu jej powstania. To obecność jej szefa, Marcusa Eicherta w roli producenta oraz trzy dni na nagranie i miks materiału. W przypadku Micusa rzecz ma się jednak inaczej – Eichert obecny był w studio tylko przy dwóch pierwszych płytach, jeszcze w latach 70., po czym dał mu wolną rękę. Prawdę mówiąc nie znam innego takiego przypadku. Od tamtej pory muzyk nagrywa tylko z towarzyszeniem realizatorów dźwięku wydawnictwa.

Christoph Stickel

| Christoph Stickel • foto ECM Records

Najnowszą płytę nagrał samodzielnie, a masteringiem zajął się niemiecki inżynier dźwięku, masteringowiec Christoph Stickel. Stickel jest jednym z ważniejszych dźwiękowców monachijskiej wytwórni, odpowiedzialnym – między innymi – za remaster całego katalogu Pata Metheny’ego w 2020 roku. Dźwiękowiec korzystał wówczas z trzech różnych przetworników A/D: PrismSound ADA-8XR, Antelope Eclipse Mastering AD i Mythek Brooklyn ADC. Przygotował również cyfrowe wersje DSD płyt ukazujących się w Japonii na płytach SACD (więcej o ECM w artykule ECM • 50 LAT DOSKONAŁOŚCI, czytaj TUTAJ).

Christoph Stickel. Jest on właścicielem wiedeńskiego, założonego przez siebie w 2013 roku, studia CS Mastering (Christoph Stickel Mastering), a wcześniej pracował – między innymi – w studiu masteringowym MSM Studios oraz Horch House – w tym ostatnim jako główny inżynier.

Studio Christoph Stickel Mastering | foto: CH Mastering

| Studio Christoph Stickel Mastering • foto Christoph Sickel

Nie znamy zbyt wielu szczegółów nagrania, ale poprzednie albumy – od 2002 roku – Micus nagrywał w swoim studiu domowym na śródziemnomorskiej wyspie Mallorca, gdzie mieszka od 1995 roku, w domenie cyfrowej – być może podobnie było i tym razem.

WYDANIE

Płyta dostępna jest wyłącznie w formie krążka Compact Disc i na platformach streamingowych, ale tylko w plikach 16/44,1.

SŁUCHAMY

Długi pogłos i bardzo głęboka scena dźwiękowa – to pierwsze wrażenie, po rozpoczęciu Autumn Hymn, utworu otwierającego płytę Winter’s End. Dźwięk fletu chiculo niesie się głęboko i daleko, podobnie, jak pogłosy instrumentów perkusyjnych. Co jakiś czas odzywa się bardzo głębokie uderzenie bębna. Całość sprawia wrażenie bajkowego zaproszenia do zimowego świata, z którego artysta dopiero zaprasza do lata.

Przez wielokrotne nałożenie ścieżek muzyk osiąga efekt dużego zespołu. Nie stara się być w tym akuratny, nie wyrównuje rytmicznie ścieżek, co słychać szczególnie dobrze w otwarciu utworu Southern Stars, gdzie gra jednocześnie na tym samym instrumencie, ale nagranym w dwóch podejściach i rozrzuconym w dwóch kanałach. Brzmienie jest przez to świeże i nie ma się wrażenia sztuczności. Zresztą sztuczność to ostatnie, co można by o tej muzyce i tym nagraniu powiedzieć. Muzyka jest kontemplacyjna, wyciszona, zatrzymuje się o krok przed jasnymi deklaracjami. Długie pogłosy sprawiają, ze ma głębię a niespieszny rytm pozwala tym pogłosom wybrzmieć.

Jak zwykle w przypadku płyt ECM, tak i Winter’s End brzmi w olśniewający sposób. Jej dźwięk jest bardzo czysty, to norma, ale nigdy kliniczny, ani jasny. Powiedziałbym nawet, że w tym przypadku jest dość ciepły. I to nie tylko, kiedy grają instrumenty operujące w górnych partiach skali, ale i te położone nisko. Posłuchajmy przepięknego Black Mother, z wieloma ścieżkami wokalu muzyka, podbudowanych niskim, gęstym brzmieniem instrumentu strunowego, którego nie znam, a zobaczą państwo o czym mówię. Podobnie, jak wcześniej w przypadku instrumentów, tak i tutaj ścieżki nie są sztucznie, podczas obróbki, wyrównywane czasowo, przez co mamy wrażenie uczestnictwa w wydarzeniu na żywo. Powiedziałbym – surowym, gdyby nie to, że słychać pracę masteringowca polegającą na pogłębieniu brzmienia, na dopaleniu niskiego środka i na powiększeniu wolumenu.

A wolumen jest naprawdę duży, niezależnie od instrumentów. Na przykład, 12-strunowa gitara z Walk In Snow ma piękne „pudło”, pogłębione przez nisko ustawiony pogłos. A jaki duży jest instrument otwierający Winter Hymn!

PODSUMOWANIE

Płyta Winter’s End została udostępniona w Tidalu tylko w plikach FLAC 16/44,1, choć wszystkie inne wydawnictwa ECM udostępnia w wysokiej rozdzielczości MQA 24/96 lub 24/88,2. Zobaczymy, czy to zapowiedź większej zmiany, czy tylko „blip”.

Ale nawet w takiej jakości plików recenzowany krążek olśniewa jakością dźwięku. Słychać dążenie do pogłębienia go, do powiększenia wolumenu, głównie przez podbicie części niskiej średnicy, ale to naprawdę działa. Poza tym to niebywale przestrzenna płyta o czystym brzmieniu i ciepłym charakterze. Instrumenty zazwyczaj są nieco dalej od nas, w długim pogłosie, ale czasem, jak smyczkowy instrument z A New Light są na wyciągniecie ręki. A kiedy, jak w Oh Chikulo, uderza niski bęben, po prostu dębiejemy – to ścieżka, za pomocą której można będzie przetestować dowolny system audio na „obecność” basu. Jest on głęboki, nasycony, ale i niesamowicie szybki.

www.ECMRECORDS.com

Tekst: Wojciech Pacuła
Zdjęcia: mat. prasowe | Rene Dalpra | Wojciech Pacuła

ERCO by Ferrum

Poprzednie

Następne