MILES DAVIS, „Kind of Blue” • remaster: Hemiolia Records, SACD Single-layer & CD ⸜ RECENZJA

Hemiolia Records, włoska wytwórnia płytowa specjalizująca się w reedycjach popularnych tytułów jazzowych i muzyki klasycznej na taśmach, przygotowała swój pierwszy tytuł w wersji cyfrowej – na płytach SACD i CD.

Wytwórnia ta została założona w 2016 roku przez Claudio Valeriego. Działając w studiu nagraniowym powstałym w 1990 roku i bazującym na urządzeniach typu „vintage”, oferuje remastery na taśmach analogowych, przygotowywanych z oryginalnych taśm „master”.

Z okazji wystawy High End Vienna 2026 włoska wytwórnia ogłosiła rozpoczęcie nowego projektu technologiczno-wydawniczego: „Hemiolia on Vinyl & SACD”. W ten sposób katalog oryginalnych taśm master tej wytwórni po raz pierwszy zyskuje nową formę w postaci płyt winylowych 180 g w remasterze AAA oraz ekskluzywnego cyfrowego zestawu zawierającego dwie płyty: SACD Single Layer i CD. Pierwszym tytułem na LP jest „Saxophone Colossus” Sonny’ego Collinsa, a wersji cyfrowej „Kind of Blue” Milesa Davisa. Zaczynamy od tej drugiej.

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”

MILES DAVIS „Kind of Blue”

Wydawca: Columbia Records/Hemiolia Records HEM-2026-01-BOX E1

Format: SUPER AUDIO CD Sinlge-layer & CD
Premiera/reedycja: 1959/2026
Słuchał: WOJCIECH PACUŁA

Jakość dźwięku: SACD 10/10 ‖ CD 9/10

www.HEMIOLIARECORDS.com

Hemiolia Records to projekt Claudio Valieriego. Przy okazji wyjaśnijmy: ‘Hemiolia’ to rytmiczny wzór muzyczny oparty na synkopowanych uderzeniach, polegający na dwóch uderzeniach w czasie trzech lub trzech uderzeniach w czasie dwóch.

Wytwórnia ma wielu zadowolonych klientów i jest w naszej branży rozpoznawalna. Tak się składa, że jej mastery powstają często z tych samych taśm, co mastery wytwórni Audionautes Recordings. Spytałem jej szefa, Fabio Camorani, jak to wygląda i czym te dwie koncepcje się od siebie różnią. Jak mówi, punkt wyjścia jest ten sam, jednak cały proces jest odmienny i właściwy dla każdej z wytwórni.

Te dla Fabio powstają w studiu Creative Mastering w Forlì we Włoszech. Za ich zgranie z taśmy odpowiada Stefano Capelli, a pod masteringiem podpisują się Roberto Mengozzi, Fabio Fornari oraz Fabio Camorani. Taśmy są zgrywane z magnetofonu Studer B67, który jest swego rodzaju kompaktową wersją A80R; więcej → TUTAJ.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

▓  Studio

Sesje dla Hemiolia Records są zbliżone duchem, ale za ich powstanie są odpowiedzialni inni ludzie i są wykonywane na innych urządzeniach. Studio w Savio jest wyposażone w magnetofony analogowe wszystkich formatów – w tym 2-calowe 24-ścieżkowe. To na nich wykonywane są kopie, po przejściu przez tor masteringowy, taśm analogowych. W Perugii z kolei ma miejsce kopiowanie nowych taśm master dla klientów końcowych. Znajdziemy tam aż szesnaście magnetofonów Telefunken M15A, do których sygnał jest dostarczany z dwóch magnetofonów Studer A80 VU. Dave Denyer pisze:

Obok pomieszczenia do kopiowania znajduje się znakomicie wyposażona sala odsłuchowa oraz w pełni klimatyzowane magazyny, w których firma Hemiolia przechowuje zarówno zapasy czystych taśm (pochodzących z serwisu „Recording the Masters”), jak i swoje nagrania – kopie „master” przeznaczone do bezpiecznego przechowywania oraz kopie „master” przeznaczone do sprzedaży.
⸜ DAVE DENYER, A quick introduction to… Hemiolia Records, Dave Denyer: The Reel-to-Reel Rambler, → THEREELTOREELRAMBLER.com, dostęp: 1.07.2026.

Denyer pisząc o studiu nagraniowym dodaje, że zostało zaprojektowane i zbudowane w 1990 roku przez brytyjską organizację Society Audio Design Group, która ma na swoim koncie między innymi stworzenie nowego studia Abbey Road. Savio zbudowane jest głównie z kamienia i drewna, a jego konstrukcja zawiera różne naturalne elementy poprawiające akustykę, takie jak komory i wnęki zaprojektowane tak, by „zapewnić idealne warunki do nagrywania”:

Jest to wzór jakości technicznej i akustycznej, a działający już od prawie trzech dekad obiekt Hemiolia ma na swoim koncie nagranie ponad 600 albumów. (Tamże)
Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
‖ Stanowisko Hemiolia Records w czasie wystawy High End Vienna 2026

Katalog kopii taśm master firmy Hemiolia obejmuje obecnie około ponad dwadzieścia tytułów. Każda z nich posiada certyfikat potwierdzający zastosowanie procesu „A4P” firmy Hemiolia. Chodzi o to, aby klienci mieli gwarancję, że taśmy te są tym, za co płacą: autentycznymi, w pełni autoryzowanymi kopiami taśm master o studyjnej jakości, pozyskanymi bezpośrednio z oryginalnych taśm master. Jest to istotne, ponieważ nie wszystkie taśmy, które są na rynku, to są kopie analogowych masterów. Dlatego też szpule Hemiolia Records opatrzone są elektronicznym znakiem wodnym (ERW).

Najnowszym projektem wytwórni są kopie winylowe i cyfrowe. Producent pisze:

Kiedy ponad dwa lata temu rozpoczęliśmy ten projekt, postawiliśmy sobie niezwykle ambitny i absolutnie bezkompromisowy cel: chcieliśmy przenieść na nowe nośniki fizyczne jak najwięcej informacji, dynamiki i powietrza zawartych w naszych oryginalnych taśmach, zachowując w nienaruszonym stanie ich szczegółowość, duszę i głęboki ładunek emocjonalny.

Jak dalej czytamy, celem miało być stworzenie wydawnictw winylowych i SACD o tak wysokiej jakości, by „stały się one nowym punktem odniesienia na rynku”. Jak dalej czytamy, „możemy z dumą oświadczyć, że jesteśmy w pełni zadowoleni z rezultatu, jaki udało nam się osiągnąć”.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

▓  Technologia

Podstawą procesu ma być „skrupulatna i pełna pasji praca nad masteringiem”, kierowana doświadczeniem i wrażliwością Pietro Beniniego, która – co podkreśla wydawca – została dostosowana do specyficznych wymogów każdego z nośników. Wybór ten jest niezbędny z technicznego punktu widzenia, ale przede wszystkim kluczowy dla „maksymalnego wykorzystania ich naturalnego potencjału”. Na stronie internetowej czytamy:

Aby zapewnić, że ten zamysł przełoży się na rzeczywistość bez żadnych kompromisów, doprowadziliśmy każde ogniwo łańcucha do doskonałości, tworząc idealną symbiozę między najnowocześniejszą technologią sprzętową a niezastąpioną wrażliwością czynnika ludzkiego.
Podczas gdy w przypadku płyt winylowych nasz łańcuch nadaje życie wydawnictwom, które można bez wątpienia zaklasyfikować jako AAA, w przypadku SACD i CD możemy z dumą potwierdzić historyczną klasyfikację AAD, rzadko stosowaną obecnie w przypadku formatów cyfrowych, ponieważ oryginalny sygnał z taśmy magnetycznej przepływa w całości w domenie analogowej przez cały łańcuch masteringu, aż do ostatniego etapu, na którym elektronika konwersyjna interweniuje wyłącznie w celu przełożenia jego „aury” na bity.
Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

I rzeczywiście, niewiele wydawnictw oferuje obecnie możliwość remasteru AAD. Niemal wszystkie dokonują remastery w domenie cyfrowej, co daje kod SPARS ADD. Tak, dla przykładu, działają nasi najlepsi remasteringowcy (w kolejności pojawiania się w „High Fidelity”): Jacek Gawłowski (więcej → TUTAJ), Paweł „Bemol” Ładniak (więcej → TUTAJ) czy Damian Lipiński (więcej → TUTAJ). Polskim wyjątkiem jest studio Custom34 i Piotr Łukaszewski z tytułami AC Records (więcej → TUTAJ). W zachodniej hemisferze takimi miejscami są studia Mobile Fidelity oraz Cohearent Studios Kevina Gray’a.

Wymaga to zupełnie innego podejścia od materiału, ale też jest wynikiem innej filozofii dotyczącej remasteru. Proces w domenie cyfrowej daje inżynierom dźwięku unikatowe narzędzia. Pozwala na doskonałe wyczyszczenie z szumów, poprawę problemów fazowych, a także rekonstrukcję przy użyciu innych dostępnych taśm.

Tak powstał, dla przykładu, remaster albumu Astigmatic Komeda Quintet. Dla serii „Polish Jazz” w 2016 roku przygotował go Jacek Gawłowski. Jak mi wtedy mówił, cały materiał pochodzi z oryginalnej taśmy „master” poza krótkim fragmentem na drugiej stronie, która jest lekko uszkodzona. Tam wmontował on element z taśmy bezpieczeństwa.

Przy remasterze analogowym tego się nie robi, Otrzymujemy więc materiał mocniej zaszumiony, mocniej nawet niż oryginalnie. To wynik tego, że taśma analogowa z czasem się rozmagnesowuje, ma wyższy poziom szumów, a także przekopiowuje się, co prowadzi do powstania tak zwanego „pre-echa”. Jest jednak coś w tego typu masteringu, zwykle lampowego, co powoduje, że brzmi on doskonale.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

▓  Kind of Blue

PERSONEL  Miles Davis – trąbka, John Coltrane – saksofon tenorowy, Julian Cannonball Adderley – saksofon altowy, Bill Evans – fortepian, Wynton Kelly – fortepian (Freddie Freeloader), Paul Chambers – kontrabas, Jimmy Cobb – perkusja

Kind of Blue Milesa Davisa, arcydzieło powstałe w 1959 roku, zostało wydane przez Hemiolia Records w nietypowy sposób – w boxie (to klasyka), ale jednocześnie na dwóch nośnikach: płytach SACD i CD; ta pierwsza jest jednowarstwowa.

O ile się nie mylę, jest to pierwsza taka inicjatywa poza Japonią. Wkrótce ma do niej dołączyć nowa płyta polskiego wydawnictwa Prelude Classics, na której znajdą państwo logo „High Fidelity Masters”. Hemiolia jest jednak pierwsza. Wcześniej płyty tego typu były wydawane przez magazyn „Stereo Sound”, głównie z muzyką klasyczną. Po co to wszystko? Czy nie wystarczyłaby płyta hybrydowa SACD? – Ostatecznie po przecież powstała…

W znakomitej większości przypadków płyta hybrydowa SACD byłaby wystarczającym nośnikiem. Ale nie zawsze. Widzą państwo, to jest krążek sklejany z dwóch różnych warstw, co wywołuje napięcia w materiale. A te przekładają się na mocniejszą pracę korekcji optyki. Ważniejsze wydaje się jednak to, że dla warstwy CD promień lasera musi przejść przez warstwę SACD, co osłabia go i powoduje dyfrakcje.

Próby i pomiary wykonane przez Sony u samego zarania formatu w 2000 roku pokazały, że to może być problem. Dlatego też pierwsze krążki SACD tej wytwórni, wydawane w Japonii, były płytami jednowarstwowymi SACD. Rozdzielenie materiału DSD i PCM, jak w przypadku nowej wersji Kind of Blue, między właściwe im nośniki jest więc dobrym i niemal narzucającym się posunięciem.

Materiał ten został zremasterowany analogowo i wydany przez wytwórnię Hemolia Records w postaci Deluxe Digipack z boxem zawierającym dwie płyty (SACD + CD). Wydawnictwo jest limitowane do 1000 numerowanych egzemplarzy. A to dlatego, że metalowe matryce zużywają się, pogarszając kopii o wysokich numerach.

Co więcej, sygnał DSD (Direct Stream Digital) płyty SACD nie jest kodowany w DST (Direct Stream Transfer). To technologia bezstratnej kompresji (zmniejszania rozmiaru) dla plików DSD. Działa jak spakowany plik ZIP na komputerze, zmniejszając rozmiar pliku z muzyką. Kompresja ta jest teoretycznie jest „niewidoczna” matematycznie, wymaga jednak mocniejszej pracy procesora w odtwarzaczu, a to zawsze oznacza wyższe szumy i jitter. Hemolia Records zrezygnowała z kompresji, na płycie mamy więc sygnał Pure DSD.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
‖ Wydawnictwo magazynu „Stereo Sound” wydaje wybrane tytuły na dwóch krążkach, SACD Single-layer oraz CD, od 2016 roku

Punktem wyjścia było stworzenie w studiu Creative – studio to znajduje się w Forlì Creative – dwóch odrębnych analogowych masterów produkcyjnych, zoptymalizowanych odpowiednio pod kątem fizycznych i dynamicznych specyfikacji formatów SACD i CD. Oba mastery zostały nagrane na taśmie magnetycznej ¼” (RTM SM900) przy użyciu magnetofonu Otari MTR-15.

To samo urządzenie zostało następnie wykorzystane do odtwarzania w celu przesłania sygnału do dedykowanych łańcuchów sprzętowych konwersji: w przypadku formatu CD sygnał analogowy powierzono historycznemu konwerterowi Studer D19 Mic ADtube, natomiast w przypadku SACD natywną konwersję do formatu Pure DSD przeprowadził system Merging Anubis Pro.

Taśmy pochodzą z europejskiego archiwum wytwórni Sony. Są to taśmy „master” 2. generacji. Jak jednak pokazuje doświadczenie, ponieważ były bardzo rzadko używane, ich stan jest o wiele lepszy niż faktycznych oryginałów w USA.

Oznacza to również, że mamy do czynienia ze skorygowanym materiałem pod względem prędkości. Przypomnijmy, że niemal wszystkie wydania albumu Kind of Blue opublikowane w ciągu ostatnich trzydziestu lat borykały się ze problemem dokładności prędkości trójścieżkowego magnetofonu Ampex użytego podczas sesji nagraniowej z 2 marca 1959 roku, podczas której powstała strona A albumu.

Jak wiadomo, główny trzyścieżkowy magnetofon użyty podczas pierwszej sesji nagraniowej miał usterkę napędu mechanicznego. Usterka ta, która zmieniła pierwotną wysokość dźwięku o około ćwierć tonu, została odkryta w 1992 roku przez cenionego inżyniera dźwięku Marka Wildera, który przywrócił prawidłową prędkość, ingerując jednak w sferze cyfrowej. Trzykanałowa taśma nosiła nazwę „Job Reel C”, a skorygowane nagranie ukazało się po raz pierwszy w reedycji z 1992 roku z serii Master Sound. Od tego momentu branża nadal korzystała ze źródeł pochodzących z tego mastera lub z późniejszych korekt cyfrowych.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
‖ Cztery wersje Kind of Blue: Crystal Dics wydawnictwa Audionautes Recordings (2025), box Hemiolia Records (2026, SACD 7-inch (stereo & mono) Sony Records (2026) oraz Super Bit Mapping na Gild-CD (1994)

Hemiolia oferuje wydanie, które jako źródło wykorzystuje taśmę analogową nagraną od samego początku z prawidłową prędkością. Czytamy:

Nie musieliśmy dokonywać żadnych zmian prędkości ani renowacji: wykorzystanym źródłem jest taśma produkcyjna „master” bez masteru i EQ 1. generacji, pochodząca bezpośrednio z innej taśmy sesyjnej niż ta użyta przez Wildera w 1992 roku, nagrana z prawidłową prędkością, pochodzącą z zapasowego trzyścieżkowego magnetofonu Ampex wykorzystywanego podczas sesji nagraniowych.

Niepodważalnym dowodem wartości tego źródła ma być zakończenie utworu So What. Ponieważ nie zostało ono skrócone ani zmanipulowane w wyniku późniejszych historycznych ingerencji w taśmy Columbia, struktura utworu rozciąga się tutaj na pełne trzynaście taktów w porównaniu z zaledwie pięcioma występującymi we wszystkich obecnych wydaniach.

Jak czytamy, aby zagwarantować wysokie standardy również na poziomie czysto fizycznym, całość inżynierii i produkcji nośników oraz opakowań powierzono firmie Sonopress GmbH. Ta niemiecka firma, światowy lider i absolutny wzorzec w sektorze precyzyjnego optycznego druku cyfrowego, zajmuje się każdym aspektem wydania w całości w swoich zakładach w Niemczech: od fizycznej produkcji nośników SACD i CD po wytwarzanie opakowań oraz cały proces drukowania i redakcji, który zabezpiecza płyty.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
‖ Wersje Sony Records korzystają z oryginalnej okładki, wszystkie korzystające z masterów europejskich mają na okładce zdjęcie Dona Hunsteina wykonane w czasie sesji nagraniowej

▓  Wydanie

Płyta Milesa Davisa w wersji Hemiolia Records inauguruje jej nową serię. Została więc przygotowana wyjątkowo starannie. Wydano ją w postaci małego boxu z zewnętrzną obwolutą do której wkłada się podwójny digipack. Na okładce zamieszczono zdjęcie licencjonowane przez Sony Europe, czyli inne niż w oryginale (taką samą okładkę ma wydanie Audionautes). Po lewej stronie wydrukowano pasek przypominający japońskie obi. Znalazły się na nim informacje o sposobie przeprowadzenia remasteru, rodzaju taśmy, zawartości, jak i logotypy SD/SACD i CD. 

Nad zdjęciem okładkowym znalazł się napis mówiący o tym, że jest to remaster Hemiolia Records, przypominający ten z wydawnictw Mobile Fidelity, a pod spodem informacja o tym, kto remasterował materiał wraz z faksymile podpisu Pietro Beniniego. Jak na tak mały format – sporo rzeczy Z tyłu mamy tytuły, spis wykonawców oraz naniesiony maszynowo numer; mój to: 0141.

Wysuwając digibox ujrzymy tę samą okładkę, ale z nieco innym „obi”. Reszta, w tym tył, są niemal identyczne z tym co nadrukowano na boxie. Digibox ma trzy skrzydełka. W lewym jest książeczka z esejem na temat płyty, zawartości muzycznej oraz z informacjami o remasterze. Środkowa część zawiera płytę SACD, a lewa CD. Obydwa krążki mają nadruki przypominające taśmę analogową. Przypomnijmy, że płyty wydawnictwa „Stereo Sound” szły tropem dużej części japońskich wydawnictw, które pokrywają front płyty turkusowym lakierem o specjalnie dobranym odcieniu, minimalizującym odbicia promienia lasera.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

▓  Dźwięk

PROGRAM ‖ ① So What (9:22)Freddie Freeloader (9:46) Blue in Green (5:37) All Blues (11:33) Flamenco Sketches (9:26)

Wybór tego konkretnego na pierwszą reedycję nowej serii tytułu wydaje się bardzo bezpieczny. Raz, że to klasyk muzyki jazzowej, dwa, że klasyk audiofilskich reedycji, a trzy, w tym roku przypada setna rocznica urodzin Milesa Davisa (26 maja 1926). Z tej okazji wytwórnia Sony Records Int’l 27 maja, w ramach serii „Obchody 100. rocznicy urodzin Milesa Davisa” (マイルス・デイビス生誕100周年記念)wydała podwójny album SACD (7-inch Paper Sleeve), wersje mono i stereo (SICJ 10023~4).

Do porównania będziemy mieli również, wydaną w 2023 roku na płycie Crystal Disc CD, fenomenalną wersję Audionautes Recordings (AN 2405 KD), wersję UHQCD w tym samym remasterze, płytę SACD Mobile Fidelity Sound Lab z 2015 (UDSACD 2085) oraz podstawę współczesnych wydań, płytę CD na złotym podkładzie z 1994 roku z serii „Master Sound”.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Już w pierwszych sekundach odsłuchu ˻ 1 ˺ So What z płyty SACD z remasterem Hemiolia Records zwracają uwagę dwie rzeczy. Pierwsza to stosunkowo wysoki szum. To jest rzecz, którą niemal wszystkie wcześniejsze wydania starały się załagodzić, nieco wycofać. Dlatego, pamiętam to dobrze, takim zaskoczeniem była dla mnie płyta CD będąca częścią „rocznicowego” boxu z remasterem przygotowanym z okazji 50-lecia wydania Kind of Blue – ona również szumi (50th Anniversary Collector’s Edition).

Szum pokazał też rzecz, która potwierdziła się chwilę później, jak tylko wchodzi kontrabas Paula Chambersa. To jest duży dźwięk z mocno zaznaczonym niskim zakresem. Wydaje mi się, że starano się oddać realne rozmiary instrumentów, bo duży jest również fortepian, jak i wyjątkowo dużej przestrzeni studia, w którym dokonano nagrań.

Mamy więc duży wolumen i bardzo dużą przestrzeń. Tak, ta ostatnia jest obszerniejsza, bo i głębsza i szersza, niż się do tego przyzwyczaiłem słuchając wcześniejszych wydań. Słychać, że producentom tej wersji chodziło o oddanie potęgi grania sekstetu, kiedy słuchamy go z bliskiej odległości. Czyli tak, jak się wówczas jazzu słuchało, to jest w niewielkich klubach, stojąc lub siedząc przy stolikach ustawionych niedaleko od sceny. Daje to też niesamowitą energię. Kiedy w 1:35 nagle uderza cały zespół, to jest to uderzenie szybkie i mocne, wręcz „wybudzające”. W podobny sposób, to jest obszerny i zamaszysty pokazany został również saksofon Coltrane’a.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

˻ 2 ˺ Freddie Freeloader również korzysta z tego rozmachu. Nagranie to ma dużą głębię i skalę, jak już mówiliśmy. Perkusja Jimmy’ego Cobba, kiedy uderza on w paru miejscach mocniej w hi-hat, ociera się niemal o przesterowanie. Tak to jest nagrane, jednak ten konkretny remaster wydobywa to, co jest energetyczne, wraz z innymi detalami.

To jest też dźwięk ciepły. Nie myślimy o tym na samym początku, ale z czasem dochodzimy do takiej konkluzji. Nie myślimy ze względu na energię i namacalność przekazu. Ale kiedy słychać miękką grę Wyntona Kelly’ego, który w tym utworze zastąpił Billa Evansa, wtedy wiemy doskonale, że mamy tu plastykę i coś w rodzaju osłodzenia, w przeciwieństwie do bardziej perkusyjnej gry tego drugiego. Słychać to też w grze Juliana „Cannonballa” Adderley’a, którego saksofon altowy brzmi zazwyczaj w bardziej przenikliwy sposób, a w tej wersji jest bardziej „miodopłynny”, jakby miał zaokrąglony atak.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Jest coś w tej wersji, co każe myśleć o tym nagraniu jak o bardziej współczesnej rejestracji, szerszej barwowo i dynamicznie, a nie niemal siedemdziesięcioletniej „ramocie”. Wiem, wiem – klasyka, arcydzieło, poemat… Ale i klasycy się starzeją, prawda? A Kind of Blue jakoś się temu procesowi deterioryzacji wymyka. Kiedy słyszymy spokojny, piękny „sound” ˻ 3 ˺ Blue in Green, kiedy miotełki perkusji delikatnie szumią po werblu, kiedy wchodzi trąbka lidera – mamy wrażenie, że dźwięk jest „tu i teraz”.

Być może to jest zresztą głównym wyróżnikiem tej wersji. Zrobiono wiele, aby przenieść ten dźwięk do naszego pomieszczenia, co się naprawdę udało. Dlatego nawet to niesamowite granie Evansa pod spodem  w ˻ 4 ˺ All Blues jest czytelne i gęste. A kiedy w 1:46 perkusja zaczyna grać pełnym dźwiękiem, kiedy Cobb zamienia miotełki na pałeczki, wówczas nagle odzywa się bogactwem harmonicznych.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Kończąca płytę ˻ 5 ˺ Flamenco Sketches, kompozycja Milesa Davisa, łagodnie wchodzi w ten wzór. Dźwięk tego utworu jest mniej namacalny i mniej „natychmiastowy” niż poprzednich, jakby różnił je sposób nasycenia taśmy magnetofonowej. Tak przy okazji – szum jest tu o wiele niższy niż w So What. Mam wrażenie, że początkowo nieco cichsze, został podgłośnione wraz z mocniejszym wejściem w 1:42 trąbki lidera, albo też zmontowane z różnych wersji.

Wiemy, że w czasie sesji nagraniowych Davis stał lub siedział blisko mikrofonów i to właśnie jest w tej wersji podkreślone. Ta bliskość, niemal dotykanie tłumikiem trąbki siateczki mikrofonu, jest bardzo charakterystyczna dla wersji Hemiolia. Pojawia się to również zaraz potem przy saksofonie Coltrane’a. Ciekawe, ale saksofon Adderley’a jest tu pokazany dalej, z mocniejszym udziałem pogłosu.

▒  PORÓWNANIA

SACD (2026) • Nowa wersja Sony Records Int’l, wydana w tym roku z okazji 100. rocznicy urodzin Milesa Davisa jest naprawdę fajna. Szczegółowa, selektywna, dynamiczna. Nie ma jednak wątpliwości, że remaster Hemiolia wnosi do tego dźwięku coś jeszcze. Myślę, że chodzi o miękkość i głębię. Głębię zarówno tonalną, jak i przestrzenną.

Wersja Sony podaje dźwięk w suchszy sposób i nie aż tak soczysty. Kiedy w 0:10 So What słychać w głębi studia pozamuzyczny dźwięk, jakby coś spadło na podłogę, wersja z Włoch pokazuje to ładniej, lepiej, bardziej organicznie, co przekłada się też na brzmienie instrumentów. To jest też większy dźwięk. Średni poziom wydaje się zbliżony, a jednak mamy wrażenie, że remaster Hemiolia Records jest głośniejszy. Najważniejsze wydaje mi się jednak to, że włoski remaster daje bardziej rozdzielcze granie, bardziej różnicujące, a przez to bardziej angażujące.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Crystal Disc (2025) • Nowej wersji Hemiolia jest bliżej do tego, co przygotowało wcześniej wydawnictwo Audionautes Recordings. To podobne myślenie o miękkości i pełni, jak również o głębi. A jednak wersja Fabio Camorani jest też inna. Bardziej selektywna, a jednak cieplejsza. Jest też mniej „do przodu”. Perspektywa jest z nią nieco dalsza niż z obydwoma płytami SACD. Głębia też jest z nią wyraźniejsza, ponieważ pogłosy są na niej dłuższe i wolniej wybrzmiewają. Wersja Hemiolii podaje dźwięk bliżej, a przez to jest on trochę większy i bardziej namacalny. Ale też mniej jest w nim „oddechu”.

Generalnie rzecz biorąc Crystal Disc jest niebywale „rasowy” i przypomina brzmienie taśmy analogowej, a recenzowana wersja SACD jest dopalonym winylem. I bardziej przypomina wersję UHQCD Audionautes. Jest od niej nieco bardziej nasycona, ale też mniej rozdzielcza. Pod tym względem i Crystal Disc, i UHQCD, mimo że to przecież „tylko” płyty Compact Disc, pokazują coś więcej. Z kolei SACD z Włoch jest genialnie nasycona i namacalna, czego tamte nie mają. Jako jedyna me też tak mocny dół pasma.

SBM Gold-CD (1994) • Na koniec zostawiłem porównanie z klasyczną wersją CD, choć na złotym podkładzie. Bardzo lubię technikę Super Bit Maping, w której został przygotowany materiał cyfowy. Daje ona głębię i pełnię – co dostałem i tutaj. A jednak to jest dość uboga w informacje wersja. Wszystkie nowsze, ze wskazaniem na Hemiolia Records oraz Audionautes Recordings, są o wiele bardziej nasycone, gęste, namacalne, głębsze. Są po prostu o wiele lepsze.

Wersja z 1994 roku jest dość płytka harmonicznie i przestrzennie. Jest też „cienka” jeśli chodzi o wypełnienie dźwięków, mimo że bas jest w niej mocny, niemal tak mocny jak w najnowszej wersji. Tyle, że jest on bardziej konturowy i mniej wypełniony. No i jest jaśniejsza bez większej ilości informacji na górze pasma. Nie jest zła, ale jednak…

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

▓  Podsumowanie

To fascynujące móc mieć wgląd w to, jak można zinterpretować ten sam materiał dźwiękowy wykorzystując różne sposoby jego zgrania i obróbki (masteringu). Każda z trzech nowych wersji jest ciekawa i każda ma w sobie coś interesującego. Najważniejsze było jedna dla mnie porównanie płyty SACD wytwórni Hemiolia Records oraz UHQCD i Crystal Disc Audionautes Recordings. Oferują one bowiem najlepsze, jak mi się wydaje, cyfrowe wersje Kind if Blue, w ogóle. Dodam, że płyta SACD Mobile Fidelity też jest niezła, a jednak to nie ona jest tą „właściwą”.

Z tych dwóch SACD wytwórni Hemiolia jest mocniejsza, gęstsza i bardziej namacalna. Jej bas jest wyraźniejszy. Także jej wersja CD gra w ten sposób, po prostu mamy z nią nieco mniej namacalności, jest jednak równie gęsta i pełna. Crystal Disc daje gładszy i cieplejszy dźwięk o jeszcze wyższej precyzji. To jest najlepsze wydanie tego tytułu, jakie znam.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM
‖ Premiera wersji Hemiolia Records na wystawie High End Vienna 2026

Najbliższe, najbardziej wiarygodne porównanie będzie więc pomiędzy włoskimi wydaniami – SACD i UHQCD. To drugie jest delikatniejsze, pokazuje dźwięk z większym dystansem. Nie jest aż tak nasycone na dole pasma, ale nie jest też chude. To równoważne, moim zdaniem, sposoby pokazania tego materiału, choć przecież tak inne. Dlatego chciałbym miećże obydwie pod warunkiem, że nie mam już Crystal Discu.

Jeśli zapytamy o różnice między wersjami SACD Single-layer i CD z tego samego boxu, będziemy mogli odpowiedzieć: są one bardzo podobne, ale nie całkiem. Compact Disc jest równie energetyczny, ale mniej namacalny. Pod tym względem wersja UHQCD Audionautes jest lepsza. Ale jest w dźwięku CD z boxu Hemiolia Records wiele ciepła i pełni, które tak fajnie wychodzą również w wersji SACD. To naprawdę znakomite wydanie i gdyby nie było wersji Crystal Disc, byłoby ono równoważne – dla mnie – z UHQCD, a może nawet lepsze. ‖ WP

» Jakość dźwięku:

SACD 10/10 ‖ CD 9/10

»«

‖ JAK SŁUCHALIŚMY • Odsłuch został przeprowadzony w systemie referencyjnym „High Fidelity”. Płyty odtwarzane były na odtwarzaczu SACD Ayon Audio CD-35 HF Edition. Sygnał do przedwzmacniacza liniowego Ayon Audio Spheris Evo był przesyłany interkonektem RCA Siltech Triple Crown. W torze były również: wzmacniacz mocy Soulution 710 oraz kolumny Harbeth M40.1. Okablowanie – Crystal Cable Absolute Dream, Siltech Triple Crown, z zasilaniem Siltech, Acoustic Revive i Acrolink.

www.HEMIOLIARECORDS.com

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”

«●»

Poprzednie

Następne