Mira & Breakout, Rodowicz, Frąckowiak i Prońko na płytach SACD • ˻SERIA 4˺ ⸜ RECENZJA

W piątek 5 kwietnia do salonów Empik trafiły cztery nowe tytuły z serii „Polskie Nagrania Catalogue Selections”.

Były to: Mira Miry Kubasińskiej i zespołu Breakout, Sing-Sing Maryli Rodowicz, Geira Haliny Frąckowiak z zespołem SBB oraz debiutancki album Krystyny Prońko, dając tym samym ˻ SERIĘ 4 ˺. To już czwarta część, nie licząc płyt Czesława Niemena, obliczonej na siedemdziesiąt pięć tytułów serii przygotowanej wspólnie przez Warner Music Poland, właściciela Polskich Nagrań, oraz sieci salonów Empik, mające uświetnić jej 75. urodziny:

» ˻ 1977 ˺ Halina Frąckowiak, Geira, Polskie Nagrania „Muza” / Warner Music Poland 50541 9 79791 3 2, „Polskie Nagrania Catalogue Selections”, SACD/CD ⸜ 2024.
» ˻ 1971 ˺ Mira Kubasińskia, Mira, Polskie Nagrania „Muza” / Warner Music Poland 50541 9 79951 8 7, „Polskie Nagrania Catalogue Selections”, SACD/CD ⸜ 2024.
» ˻ 1975 ˺ Krystyna Prońko, Krystyna Prońko, Polskie Nagrania „Muza” / Warner Music Poland 50541 9 79951 9 4, „Polskie Nagrania Catalogue Selections”, SACD/CD ⸜ 2024.
» ˻ 1976 ˺ Maryla Rodowicz, Sing-Sing, Polskie Nagrania „Muza” / Warner Music Poland 550541 9 79790 8 4, „Polskie Nagrania Catalogue Selections”, SACD/CD ⸜ 2024.

Przy okazji – serwis Discogs informuje, że premiera miała miejsce 29 marca – rzeczywiście takie były plany, jednak ostatecznie płyty do sprzedaży trafiły 5 kwietnia.

tekst WOJCIECH PACUŁA

zdjęcia „High Fidelity”

Mira Kubasińskia & Breakout, Maryla Rodowicz, Halina Frąckowiak Krystyna Prońko na płytach SACD ˻ SERIA 4 ˺

Wydawca:

Polskie Nagrania MUZA/Warner Music Poland |

Polskie Nagrania

Format: SACD/CD
Premiera: 5 kwietnia 2024
Słuchał: WOJCIECH PACUŁA

Jakość dźwięku: 7-8/10

POLSKIENAGRANIA.com.pl

Tym razem są to cztery krążki z „kobiecymi” nagraniami: Mira Miry Kubasińskiej i zespołu Breakout, Sing-Sing Maryli Rodowicz, Geira Haliny Frąckowiak z zespołem SBB oraz debiutancki album Krystyny Prońko. Ich dopełnieniem do „piątki” jest męski akcent, czyli zwieńczenie kolekcji płyt Czesława Niemena, krążek zatytułowany The Best of Niemen; jego recenzja → TUTAJ. Niedługo po jego ukazaniu się do sprzedaży trafił specjalny box na wszystkie krążki tego artysty.

Co ciekawe, kobiety są tutaj wspierane przez mocne, męskie zespoły: Breakout, Komand Band i SBB.

» Seria „Polskie Nagrania catalogue selections – Limited Edition SACD Hybrid” w HIGH FIDELITY:
  • CZESŁAW NIEMEN na płytach SACD → Cz. 1 ˻ SERIA 1 ˺, recenzja → TUTAJ
  • Perfect, Breakout, Budka Suflera, Maanam, Komeda Quintet na płytach SACD ˻ SERIA 2 ˺ & ˻ SERIA 3 ˺, recenzja → TUTAJ
  • CZESŁAW NIEMEN na płytach SACD → Cz. 2 ˻ Seria 4 ˺ ⸜ recenzja → TUTAJ
  • Krakowskie Towarzystwo Soniczne ⸜ spotkanie № 145: POLSKIE NAGRANIA na płytach SACD ⸜ relacja → TUTAJ
Muzyka

Album Mira to pierwszy krążek sygnowany nazwiskiem wokalistki zespołu Breakout – Miry Kubasińskiej. Został wydany w 1971 roku, czyli w tym samym, w którym ukazał się przebojowy Blues jej macierzystego zespołu. Jak przy okazji premiery pisał wydawca, zawiera on muzykę bliską jej zainteresowaniom, to jest „łączy w sobie elementy bluesa, rocka i folku znane fanom grupy Breakout z ich poprzednich albumów”. Autorem tekstów jest Bogdan Loebl, za stronę muzyczną odpowiada Tadeusz Nalepa.

O debiutanckim albumie płycie Krystyny Prońko, która ukazała się w 1975 roku, wydawca pisze, że „wstrząsnął polską sceną muzyczną”. Wokalistce towarzyszy na niej Koman Band, grupa wokalna Partita i Orkiestra Polskiego Radia pod dyrekcją Jana Pruszaka. I dalej:

O tym, jak ekspresyjny to materiał dużo mówi rozkrzyczana, minimalistyczna okładka ze zdjęciem Tomasza Sikory. Prońko weszła na polską scenę z taką brawurą i emocjami w głosie, którymi mogłaby obdzielić co najmniej kilku innych wykonawców.
⸜ → POLSKIENAGRANIA.com.pl, dostęp: 12.06.2024.
Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Nagrana w marcu 1977 roku Geira to kulminacja dwóch lat współpracy Haliny Frąckowiak z Józefem Skrzekiem, który dla wokalistki przygotował cały szereg utworów. Wydawca pisze:

Do dziś zachwycają melodyką, ciekawymi aranżacjami z pogranicza funku, popu i rocka, ponadczasowymi tekstami Juliana Mateja, a przede wszystkim – niezwykle udanymi partiami wokalnymi, prezentującym szerokie spektrum możliwości Haliny Frąckowiak.

Album Maryli Rodowicz Sing-Sing był czwartym albumem artystki i został wydany w 1976 roku. Wydawca mówi, że jest on „niezaprzeczalnie jednym z najważniejszych punktów w jej karierze”:

Płyta Sing-Sing to dziesięć wyjątkowych utworów, które stanowią kwintesencję twórczości Maryli Rodowicz i na trwałe wpisały się do kanonu polskiej piosenki. Na płycie znalazło się wiele lekkich, przebojowych kompozycji, nie brakuje w nich elementów jazzu, utwory są bogato i kunsztownie zaaranżowane, a nad całością unosi się duch pastiszu. Fantastycznie wybrzmiewają w tym nastroju teksty Agnieszki Osieckiej, które, choć lekkie, nie są pozbawione głębszej refleksji.

Wszystkie wymienione płyty po raz pierwszy w Polsce ukazują się na płytach Super Audio CD, a albumy są dostępne wyłącznie w salonach Empik.

Remaster

Za remaster całej serii odpowiedzialny jest DAMIAN LIPIŃSKI. Jak mówi, materiały otrzymuje albo w postaci analogowych taśm „master”, które zgrywa sam, albo w plikach hi-res zgranych przez wydawcę. W pierwszym przypadku sygnał zapisuje w postaci plików DXD (PCM 24/352,8), a w drugim upsampluje go do tej postaci – w taki sposób jest później obrabiany w cyfrowej stacji DAW. Nowy master był na końcu konwertowany do DSD; na potrzeby warstwy CD Damian wykonywał osobny master z plików DXD. Więcej o nim samym i o stosowanych przez niego technikach, w sprawozdaniu ze 145. spotkania Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego → TUTAJ. Z kolei przy okazji recenzji ˻ SERII 3 ˺ masteringowiec opisał z detalami procedurę przygotowania materiałów do publikacji, a także przybliżył tematykę używanych przez siebie urządzeń, więcej → TUTAJ.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Techniki o których mówił stosuje przy wszystkich przygotowywanych przez siebie tytułach, choć czas poświęcony na dane tytuły jest różny. Na spotkaniu KTS-u wspominał, że szczególnie długo pracował nad płytą Krystyny Prońko, z którą uzgadniał nawet najmniejsze detale. Ale, generalnie, zakres prac był podobny.

W tej samej konwencji utrzymane są również same wydawnictwa. To zwykłe pudełka typu jewelbox, a jedynym elementem, który je wyróżnia spośród innych są kartonowe opaski na grzbiecie, zwane obi. Przypomnę, że nanosi się na nim dodatkowe informacje, inne niż zawarte na okładce, często z tłumaczeniem tytułu i nazwy wykonawcy. ‘Obi’ w języku japońskim oznacza ‘pas’.

Na uwagę zwracają również starannie opracowane książeczki, zazwyczaj z esejami Marka Romanowskiego oraz skanami dokumentów związanych z poszczególnymi sesjami nagraniowymi. To spis utworów, zlecenie nagrania, protokół wykonania, czy załącznik ze szczegółowym spisem instrumentów. Piszę „zazwyczaj”, ponieważ w tym przypadku aż trzy płyty, Mira, Geira i Krystyna Prońko dostajemy z tekstem napisanym przez Michała Wilczyńskiego, szefa wydawnictwa GAD Records. Okładki nie trzymają się oryginalnych wydań LP, ponieważ mają zmienione logotypy, a ich tylne strony są zupełnie inne. Jest to edycja limitowana, tłoczonych ma być tylko 2000 sztuk każdego tytułu.

Wydania

Wszystkie omawiane płyty zostały wydane oryginalnie na krążkach LP i, poza Mirą, wydaną w 1971 roku, pochodzą z lat 1976-77. Dlatego też zostały wydane od razu w postaci stereofonicznej, podczas kiedy płyta wokalistki Breakoutów ukazała się najpierw w wersji monofonicznej, a dopiero później w stereo. Tak się składa, że poza tą jedną trzy pozostałe krążki były wznawiane niezwykle rzadko.

˻ I ˺ Geira • Druga po debiucie Haliny Frąckowiak został nagrana w ciągu wielu sesji, od marca do kwietnia 1977 roku w studiu 12 Polskich Nagrań, przy współudziale zespołu SBB. Michał Wilczyński z wydawnictwa GAD Records pisał, że to „kulminacja dwóch lat współpracy Haliny Frąckowiak z Józefem Skrzekiem, który dla wokalistki przygotował cały szereg wspaniałych, intrygujących utworów”. I dalej:

Do dziś zachwycają melodyką, ciekawymi aranżacjami z pogranicza funku, popu i rocka, ponadczasowymi tekstami Juliana Mateja, a przede wszystkim – niezwykle udanymi partiami wokalnymi, prezentującym szerokie spektrum możliwości Haliny Frąckowiak. Przebojowe Jesteś spóźnionym deszczem, dyskotekowe Wzejdę polnym makiem czy podniosłe Brzegi łagodne do dzisiaj stanowią niezwykle ważne punkty w dorobku artystki.
Halina Frąckowiak – Geira (CD), → KULTOWENAGRANIA.pl, dostęp: 4.06.2024.

To by pracowity rok dla SBB, ponieważ wydał wówczas swoją własną, już czwartą, płytę zatytułowaną Ze słowem biegnę do ciebie. Wraz z poprzednią, Pamięć (1976) zespół odchodził od free-rocka w kierunku zakomponowanych, wielowarstwowych i – jak czytamy w Wikipedii – przemyślanych kompozycji w których łączyli elementy rocka progresywnego i symfonicznego. W kompozycjach Skrzeka, jak dalej czytamy, słychać od tamtej pory brzmienie, m.in. organów Hammonda i syntezatorów. Ta zmiana stylistyki znalazła również odzwierciedlenie w materiale zapisanym dla Frąckowiak.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Mimo tak doskonałego materiału, płyta ta nie miała szczęścia do wznowień. Oryginalnie ukazała się z wyklejką w kolorze czerwonym, w dwóch wersjach – z czarnym i srebrnym drukiem. Pierwsze wznowienie znalazło się na rynku dopiero w 2005 roku, a więc niemal trzydzieści lat po premierze. Krążek ukazał się staraniem Metal Mind Productions, na płycie CD. Na kolejne trzeba było czekać aż do 2019 roku (!), kiedy to nową wersję wydaje GAD Records. Za jej remaster odpowiadał Andrzej Poniatowski, który wykonał go – jak informuje wydawca – z plików cyfrowych, zgranych w Polsce z taśm-matek (Andrzej mieszka w Szwecji – więcej → TUTAJ i → TUTAJ). Wersja SACD, o której mowa, jest więc dopiero trzecim wznowieniem tego tytułu i drugim w formie cyfrowej. Dodajmy, że oryginalnie za dźwięk odpowiadali Jacek Złotkowski, jako reżyser nagrania, oraz Michał Gola, jako operator dźwięku. Zdjęcie na okładkę wykonał Rafał Jasionowicz.

˻ II ˺Mira Pierwsza solowa płyta wokalistki zespołu Breakout została przygotowana przy współudziale kolegów z zespołu, a teksty napisał jej Bogdan Loebl. W przeciwieństwie do Geiry, Mira Marianny Nalepy, żony lidera Breakoutów, znana szerzej jako Mira Kubasińska, dostępna jest w wielu różnych remasterach i formatach. Materiał został nagrany w dniach 12-17 lipca 1971 roku w studiu nagraniowym PWSM oraz studio 12 Polskich Nagrań. Za dźwięk odpowiedzialne było małżeństwo specjalizujące się w nagraniach muzyki klasycznej, Janusz Urbański, w roli reżysera nagrań, oraz Krystyna Urbańska, za konsoletą mikserską. Z protokołu zlecenia nagrania wynika, że materiał nagrano na magnetofonie czterościeżkowym.

Zdjęcie na okładkę, a także opracowanie graficzne, to – ponownie – dzieło Rafała Jasionowicza. To polski artysta zajmujący się grafiką, plakatem, fotografią, wzornictwem przemysłowym, rysunkiem satyrycznym i karykaturą. Brał udział w ponad 100 wystawach, zasiadał również w jury wielu ważnych konkursów.

˻ III ˺ Krystyna Prońko Debiut Krystyny Prońko ukazał się w kwietniu 1975 roku. Nagrania we wrześniu 1974 wykonała, ponownie, para Janusz Urbański i Krystyna Urbańska, w PWSM w Warszawie i w studiu 12 PN. Wokalistce towarzyszył na niej zespół Koman Band oraz Orkiestra Polskiego Radia. Z materiałów publikowanych w książeczce nowego wydania wynika, że montażem taśm zajmował się Ryszard Milewski, w późniejszych latach operator dźwięku na płytach z muzyką klasyczną.

W przypadku tej płyty mamy do czynienia z pierwszym wznowieniem tego materiału w ogóle. Artystka posiada pełne prawa niemal do całej swojej dyskografii – oprócz debiutu – i długo nie wyrażała zgody na ingerencję w jego dźwięk. Jej najważniejszym projektem wznowieniowym, bo tak należy go określić, jest Krystyna ProńkoOsobista kolekcja. Komplet, pięciopłytowe, przygotowane przez nią samą dużym staraniem i nie zważając na koszty, wydawnictwo z 2012 roku. Zgromadzono na nim nagrania pogrupowane przez piosenkarkę według przyjętego przez nią klucza, a nie chronologicznie. Znajdziemy na nim również utwory z debiutu. Masteringiem materiału zajął się Grzegorz Piwkowski, a płyty wytłoczono na złotym podkładzie. Przez jakiś czas dostępna była wersja z autografem artystki, którą – co oczywiste – musiałem kupić 🙂

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

˻ IV ˺ Sing-Sing • Muzyka na płytę Sing-Sing Marii Antoniny Rodowicz, znanej pod artystycznym pseudonimem Maryla Rodowicz, została napisana przez najlepszych muzyków tego czasu, Jacka Mikułę, niedawno zmarłego Jana Ptaszyna Wróblewskiego, Seweryna Krajewskiego oraz Wojciecha Karolaka. Z kolei słowa, poza jednym utworem, napisała Agnieszka Osiecka. Rodowicz była wówczas u szczytu popularności, z którego to nie schodziła przez wiele lat. Omawiany album był szóstym nagraniem w jej dyskografii. Nagrały ją dwie polskie realizatorki dźwięku – w roli reżysera Zofia Gajewska, a w roli operatora nagrań Janina Słotwińska. Nagrania miały miejsce od czerwca do lipca 1976 roku w studiu 12 Polskich Nagrań w Warszawie.

Za „filmową”, jakby wprost z planu zdjęciowego, okładkę odpowiada Renata Pajchel. Urodzona w 1942 roku w Warszawie jest jedną z najwybitniejszych polskich artystek fotografek. W ciągu swojej kariery wykonała fotosy do ponad 100 polskich filmów, pracując z takimi reżyserami jak Andrzej Wajda, Andrzej Żuławski, Janusz Morgenstern czy Radosław Piwowarski. Jak widać, to w pełni żeńska produkcja, mimo że orkiestrą dyrygował „Ptaszyn”, a w jednym utworze zaśpiewał Krajewski.

Wydań tej płyty, z której pochodzi przecież jeden z najbardziej znanych szlagierów PRL-u, tytułowy Sing-Sing (przypomnijmy, że chodzi tu nie o śpiew a o więzienie), mamy niewiele. Jedyna reedycja winylowa pochodzi z 2012 roku, a cyfrowe są trzy: z 2009, wydana jako dodatek do „Gazety Wyborczej”, z 2012, kiedy to ukazuje się jako część serii „Antologia – Cz. VI” i trzecim remaster Damiana Lipińskiego na SACD, który trzymam w ręku.

Dźwięk

» ˻ I ˺ Halina Frąckowiak Geira

Płyta Haliny Frąckowiak należy do grupy realizacji, o których trudno powiedzieć „wysokiej próby”. Uwielbiam tę płytę, mam ją od lat na winylu i kiedy tylko mogę, to ją odsłuchuję. Dlatego też problem o którym mówię po jakimś czasie przestał mnie irytować i pogodziłem się z tym, że to taka „uroda” Geiry. Tym bardziej, że to świetna muzyka, SBB w najlepszym wydaniu i nawet  śpiewające w chórkach w zaledwie jednym utworze, ˻ 9 ˺ Brzegi łagodne, Alibabki brzmią doskonale. Jest tu groove, jest pęd, jest energia. Mamy długie pasaże gitarowe Apostolisa Antymosa, świetnego Józefa Skrzeka na syntezatorach i sprawną sekcję rytmiczną. Muzycznie jest bardzo dobrze.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Ale… Ale to dźwięk co najwyżej poprawny. Jest dość zduszony i pozbawiony wysokich tonów. Słuchając tego krążka ma się wrażenie, jakby taśma została nagrana z redukcją szumów, która nie została dokładnie skalibrowana. Znając Damiana wiem, że to niemożliwe, jednak wrażenie pozostaje. Chodzi przede wszystkim o swego rodzaju zduszenie dźwięku. Nie ma tu zbyt wiele góry, chociaż słychać, że remaster lekko wyciągnął blachy z tła. Najważniejsza jest tu przestrzeń pomiędzy środkiem pasma i basem. Nadaje ona całości wagi i masy. Mimo że wysokie tony mają niską energię, to ładnie pokazana została stereofonia. Jak w ˻ 2 ˺ Myśli twoje śnić zaczynam, gdzie płaszczyznę za całością tworzy „mieniąca się” gitara z nałożonym efektem, skojarzona z dźwiękami syntezatorów.

Ciekawe, ale dynamika płyty, w sensie „parcia” do przodu, jest wysoka. Posłuchajmy otwierającego krążek ˻ 1 ˺ Jesteś spóźnionym deszczem, czy ˻ 3 ˺ Wzejdę polnym makiem, a także ˻ 8 ˺ Chcę być dla ciebie, aby to potwierdzić. Ciekawie brzmi również ˻ 5 ˺ W powszednie dni. To naprawdę „niesie”. Ale i tak w pamięci pozostają delikatne, melancholijne, pastelowe utwory, w rodzaju ˻ 4 ˺ Otwieram list… czy spokojny ˻ 6 ˺ Śnij tylko szczęście, bardzo typowe dla SBB z tego czasu, to jest z mocnym syntezatorowym tłem i rozmytymi gitarami. Podobne wrażenie pozostaje po bardziej pogodnym, ale równie delikatnym, a czasem niepokojącym utworze ˻ 7 ˺ Pieśń Geiry, który otwierany jest syntezatorowo generowanym dźwiękiem wiatru. Przemieszcza się on między kanałami, słychać go także za nami.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Przy tak problematycznym materiale wyjściowym efekt uzyskany przez Damiana Lipińskiego jest bardziej niż satysfakcjonujący. Miałem do porównania płytę master CD-R z materiałem „flat transfer” i wiem, że taśma „master” brzmi fatalnie. Jest absolutnie zduszona, stłumiona i zgaszona. W ogóle nie słychać, żeby była dynamiczna i nie dostrzegamy bogactwa barw, które w wersji SACD są tak ważnym elementem całości. To, co zrobił z nią Damian jest mistrzostwem świata. Dlatego też słucha się tej płyty bardzo dobrze, bo jest muzycznie dojrzała, fajnie zagrana i ma w sobie jakąś wewnętrzną „prawdę”. Masteringowiec nie starał się jej rozjaśnić, ani wydobyć szczegółów, ponieważ prowadzi to na manowce, co widać po wcześniejszych wydaniach cyfrowych. Te są jaskrawe, ale i płytkie tonalnie. Pozostawienie patyny na dźwięku i lekkie podkręcenie wyższego basu dało w efekcie bardzo przyjemny dźwięk, o którym śmiało można powiedzieć „vintage’owy”.

»«
» ˻ II˺ Mira Kubasińskia Mira

Jestem wielkim fanem twórczości Tadeusza Nalepy, w każdym z przejawów jego działalności artystycznej, czy to z grupą Breakout, czy Mirą Kubasińską, czy solo. Dźwięk w najnowszej wersji Miry na płycie SACD jest z jednej strony nasycony, a z drugiej słychać dość lekki i płaski wokal Kubasińskiej. Otwierające ˻ 1 ˺ Do kogo idziesz bębny Jana Mazurka nadają całości transowy wymiar, co zostało bardzo ładnie pokazane. To w lewym kanale. W prawym z kolei odzywa się gitara akustyczna, a w refrenie gęsta i niska – elektryczna. Większość nagrań sytuuje wokalistkę na osi, dość daleko w scenie, z długim pogłosem i z niezbyt nasyconą barwą. Ale czasem, jak w refrenie o którym mowa, kiedy jej głos jest rozłożony po kanałach, daje to świetny efekt wypełnienia.

Damian Lipiński wypełnił też niski zakres. Gitara basowa Jerzego Goleniewskiego jest mocna i wysycona. Posłuchajmy, chociażby, ˻ 2 ˺ W co mam wierzyć, czy ˻ 3 ˺ Tysiąc razy kocham, a usłyszymy to, o czym mówię. Niskie tony są w nich gęste i wypełnione. Ma bardzo ładną barwę, co na polskich płytach nie jest zbyt częste. Masteringowiec poszedł tym tropem, a przy tym nie przesadził z energią, bo bas się nie wzbudza. Słuchałem tej płyty głośno, ponieważ taka muzyka wymaga „napędu” – wtedy gna, prze, ciągnie – i nie miałem żadnego problemu z nadmiarem basu.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Bardzo fajnie zostały tu również potraktowane gitary lidera Breakoutu. Są one ciepłe i gęste. Nie starano się ich rozjaśnić, nie słychać też próby mocniejszego wydobycia ich z miksu. Przeciwnie, nawet jeśli słychać dwie ścieżki, w lewym i prawym kanale, jak we wspomnianym Tysiąc razy…, trzyma się to wszystko w ryzach.

Stereofonia płyty jest definiowana przez miks, który przyporządkował poszczególne instrumenty do kanałów i jedynie wokal liderki i chórki stawia w panoramie przed nami. Nawet duży, głęboki pogłos nałożony na wokal Kubasińskiej w ˻ 4 ˺ Zapytam ptaków nie otwiera jej skrajów, ponieważ służy raczej wydłużeniu panoramy, pogłębienia przekazu, a nie poszerzeniu sceny dźwiękowej. Porównując tę wersję zarówno do oryginalnego wydania LP, jak i do remasteru z 2005 roku można powiedzieć, że Damian nie starał się tego przełamać, nie „ustereofonicznił” nagrania. Jeśli pogłos, jak we wspomnianym przed chwilą utworze, czy też ˻ 5 ˺ Kwiaty nam powiędły jest monofoniczny, to taki pozostaje. Jeśli perkusja jest głębiej w scenie po prawej stronie, a gitara po prawej, to takie je widzimy, bez rozciągania, bez napinania wszystkiego.

To, tak w ogóle, nieco bardziej otwarty dźwięk niż z płyty Frąckowiak, ale to wciąż zgaszone brzmienie. Ponownie słyszę zabieg, który tak ładnie „wyprowadził” brzmienie Geiry: w wersji SACD nacisk został położony na środek pasma i średni bas. Dało to duży dźwięk o fajnej skali i o dużej energii. Choć ta kojarzy się zwykle z agresywnym atakiem, ten jest tu miękki i łagodny. Ale nie słyszę tego jako zmiękczenia czy złagodzenia, żeby była jasność. Chodzi o naturalność. To jest cecha, którą dostrzegam we wszystkich remasterach z tej serii i która wspaniale wychodzi na dużych kolumnach. Bo i mam masę, mam skalę, ale i selektywność. Ta ostatnia jest raczej pochodną barw. Nie można mówić w przypadku Miry o detalach i wyrazistości, bo tego nie ma, ani na oryginalnym wydaniu LP, ani tutaj.

Nowa wersja wydaje mi się pod tym względem lepsza niż winyl – to samo mogę powiedzieć o Geirze. Chociaż bowiem nie ma tu rozjaśnienia, to wszystko jest bardziej szczegółowe, lepiej różnicowane. Najlepiej słychać to na przykładzie gitar. Zostały one porozkładane przez realizatora po kanałach, czasem akustyczna jest w lewym, czasem w prawym kanale (jak w ˻ 6 ˺ A miałeś przyjść), a czasem w obydwu (jak w ˻ 7 ˺ Byłeś we śnie tylko), natomiast elektryczna zazwyczaj słyszana jest z lewego. I to one ładnie „wychodzą” spod gęstego dźwięku, rysują delikatnie swoje dźwięki, nie dominując przekazu. Mocniej słychać je w utworach przypominających twórczość zespołu Breakout, na przykład w ˻ 8 ˺ Luizie.

Bardzo mi się podoba takie podejście do materii dźwiękowej. O to walczymy w high-endzie: o rozdzielczą ciemność. Wyciąganie detali i jasnej barwy z tego typu materiału nie kończy się dobrze. Dlatego nawet flet, występującego gościnie w A miałeś przyjść Włodzimierza Nahornego nie jest jasny, a raczej wtopiony w głębokie, ciemne tło. Podobnie zresztą saksofon jazzmana, słyszany w utworze W co mam wierzyć i w krótkich fragmentach w Luizie. Choć akurat tam brzmi on wyżej, jest jaśniejszy niż całe tło. Jaśniej brzmi też harmonijka Nalepy w kończącym album ˻ 9 ˺ Miałam cały świat.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Najlepszy, jak do tej pory, cyfrowy remaster tego materiału, przygotowany w 2005 roku przez Bogdana Żywka i Piotra Nalepę, a wznowiony w roku 2020, jest naprawdę bardzo dobry. Również i on utrzymuje ciemną barwę oryginału. To jest podstawa do dobrego odbioru tej płyty. Ale ma też mocniejszą kompresję, co daje mniej głęboką perspektywę. Bas jest gęsty i niski, ale bardziej jednowymiarowy, nie tak miękki, jak w wersji SACD. Co by  jednak nie mówić, wydanie Compact Disc z 2005 roku to bardzo dobra wersja i również ona mi się podoba. SACD wygrywa jednak przestrzennością głębią barw i nasyceniem basu.

»«
» ˻ III˺ Krystyna Prońko Krystyna Prońko

Debiut Krystyny Prońko jest jedną z płyt, której fragmenty słyszeliśmy w czasie spotkania Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego. Jak się okazało, oryginał, to jest taśma, jest niesamowicie zaszumiony. Aby sobie to przypomnieć sięgnąłem po płytę CD-R przygotowaną przez Damiana Lipińskiego i ponownie zdumiała mnie klasa zmian, które wprowadził do dźwięku.

To gęsta muzycznie płyta, z orkiestrą, z big-bandem, z chórem i mocny, niezwykle ekspresyjnym wokalem Prońko. Mimo to materiał nie jest specjalnie dynamiczny i słychać mocną kompresję wprowadzoną przez realizatorów dźwięku. Czasem, jak w 2:38 otwierającego płytę utworu ˻ 1 ˺ A gdzież są te drogi, wokal jest wyraźnie przesterowany, czego nie da się „wyprostować”. Remaster Damiana idzie jednak w kierunku pogłębienia dźwięku, głównie przez dopalenie basu. To już trzecia płyta z tego zestawu, o której można powiedzieć coś takiego. A to znaczy, że mamy do czynienia z pewnym wzorem.

Tak sobie myślę, że dla części słuchaczy może to być problem. Taka energia na dole pasma to test dla systemu audio i dla akustyki pomieszczenia, a z tym jest najczęściej nienajlepiej. Dlatego nie zdziwię się, jeśli w wielu systemach ten niski bas, który słyszę w, chociażby, ˻ 2 ˺Papierowych ptakach, będzie „buczeć”. Ale, wiedzmy to, buczeć będzie państwa pomieszczenie i państwa kolumny. Harbethy M40.1, potężne paczki, w niezbyt przecież dużym pomieszczeniu, w którym słucham muzyki, pokazały, że to doskonale czytelny bas, ale o dużej energii; więcej o akustyce mojego pokoju w artykułachTUTAJ i → TUTAJ. Znakomicie, doskonale brzmi ten instrument również w ˻ 7 ˺ Ciemności złote, ciemności srebrne, gdzie podstawą jest kwartet, z perkusją pod spodem i wyraźnymi gitarą elektryczną i organami, wspomaganymi przez sekcję dętą.

Głos Prońko jest z jednej strony całkiem ciepły, a z drugiej całkiem otwarty. Jego barwa sytuuje się pomiędzy głosami Frąckowiak z jednej strony i Kubasińskiej z drugiej. Kiedy mamy tylko jeden instrument, jak gitarę akustyczną w ˻ 3 ˺ Anioł i róża, jest wyraźny i otwarty. Słychać, że podcięto mu niższy bas, podobnie zresztą, jak i samej gitary, brzmiącej przez to w nieco „plastikowy” sposób. Ale kiedy na początku ˻ 4 ˺ Umarłych krajobrazów w lewym kanale wchodzą organy, to są one gęste, ładnie nasycone. A i sam głos jest pełniejszy i cieplejszy. Wyraźnie widać, że tam, gdzie starano się pokazać głos na pierwszym planie, lekko go wysuszano i obcinano od dołu. Remaster Damiana Lipińskiego honoruje te różnice i nie stara się wszystkiego „dobić” do jednego mianownika.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Dynamika tego nagrania nie jest zbyt wysoka, ale nie zwracamy na to uwagi tak, jak w oryginalnym wydaniu LP; reedycja winylowa z 2023 roku jest pod tym względem gdzieś pomiędzy. Im więcej instrumentów, tym bardziej płaska scena, doskonale słychać to w ˻ 5 ˺  Po co ci to chłopcze, z mocną obecnością big-bandu, daje to o sobie znać również w ˻ 6 ˺ Spójrz, spójrz, gdzie mocno słychać orkiestrę. Ale akurat tutaj ponownie, umieszczone w lewym kanale organy, otwierają całość dynamicznie. Bardzo ładnie masteringowiec pokazał też gitarę elektryczną po prawej stronie. Barwowo przypomina ona to, co słychać było na płycie Mira, to jest głębokie, ciepłe brzmienie, które się nam nie narzuca. Nawet kiedy w Ciemności złote… słuchać mocne instrumenty dęte, to są one raczej ciepłe, raczej niskie, raczej gęste. Są tłem, a o to chyba chodziło. Nie wyskakują przed miks, nie zakrywają pozostałych instrumentów. Także w mocnym otwarciu ˻ 8 ˺ Idąc za tobą trudno mówić o atakującym dźwięku. To, tak przy okazji, utwór, w którym ładnie słychać głos Prońko, wyraźniejszy i mocniej wypuszczony do przodu przez miksera.

Perkusja jest na tej płycie schowana, podobnie jak na dwóch poprzednich. Posłuchajmy otwarcia ˻ 9 ˺ Wszystko za grosz, albo mocny, „prący” do przodu rytm w kończącym płytę utworze ˻ 10 ˺ Biedna, a zobaczymy o czym mówię. Przy remasterze nie starano się tego wyciągnąć pozostawiając balans tonalny oryginału, może z lekko podniesionym, dźwięcznym podtrzymaniem.

Kiedy posłuchamy utworów z tej płyty rozsianych po krążkach z Osobistej kolekcji, zestawu pięciu płyt zremasterowanych przez Grzegorza Piwkowskiego pod okiem artystki i wydanej w 2012 roku, metoda Damiana Lipińskiego będzie doskonale czytelna. Remasterujący nagrania realizatorzy niemal zawsze starali się je otworzyć, rozjaśnić, „uszczegółowić”. Czasem się to udawało, jak z utworem Biedna, ale czasem, jak Po co ci chłopcze słychać to tak, jakby były to nagrania z innej sesji, poddane niszczącemu działaniu czasu. Lipiński zachował ciemność, nie dopuścił do rozjaśnień, które irytują w innych remasterach, a przede wszystkim dopełnił brzmienie. Moim zdaniem nie ma czego porównywać.

»«
» ˻ IV ˺ Maryla Rodowicz Sing-Sing

Trzy płyty z tej czwórki powstały w trzech kolejnych latach i są dość podobne, jeśli chodzi o sposób rejestracji dźwięku. Dość ciepły, nasycony, z małą ilością szczegółów. Instrumenty są rozłożone po kanałach, często wręcz do nich przypisane. W tytułowym ˻ 1 ˺ utworze płyty Rodowicz plany otwiera orkiestra pod dyrekcją Jana Ptaszyna Wróblewskiego, a także wokal ustawiany w rożnych miejscach sceny, przekształcany, opóźniany itp. Jest on zresztą naprawdę ładny w swojej barwie. Słuchając ˻ 2 ˺ Damą być docenimy jego klarowność, a przy tym spore „body”. Pokazany jest dość daleko w miksie, z dość długim pogłosem, a mimo to brzmi wyraźnie i selektywnie.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Tak w ogóle, mam wrażenie, jakby to było nagranie o największej rozdzielczości z całej recenzowanej tutaj czwórki. Wprawdzie jest dość zgaszone, to najwyraźniej cecha tych rejestracji, ale nie jest niewyraźne. Blachy perkusji umieszczone w lewym kanale są całkiem klarowne, słychać też dość mocno tamburyn, który – jak w ˻ 3 ˺ Średni wiek, średni gest – dochodzi z przestrzeni nieco po lewej stronie osi. Bardzo fajnie poukładano też chórki. A kiedy na saksofonie gra sam „Ptaszyn”, to wprawdzie jego instrument nie ma wyraźnego ataku, ale brzmi naprawdę ładnie.

To „ładnie” przewija się zresztą przez wszystkie moje zapiski. Nagrania mają charakter pastiszowy i groteskowy, przywołując ducha nadmorskiej promenady w jednym z uzdrowisk – w domyśle: Sopotu – ale nie ma tu mocnego uderzenia instrumentów dętych. Nawet kiedy grają one mocniej, jak w ˻ 4 ˺ Moja mama jest przy forsie, to nie dominują.

Przekaz całości jest ciepły i raczej spokojny. Co potwierdzałoby to, co mówiliśmy wcześniej o technice Damiana Lipińskiego. Jakby chciał zerwać z jazgotliwością wielu wcześniejszych reedycji. Niektóre nagrania są z definicji lżejsze, mają mniej wypełniony bas – tak brzmi ˻ 5 ˺ Karnawał raz w życiu. Damian nie starał się ich „dociągnąć” do pozostałych, to znaczy pozostawił ich szczególny „sound”. Podobnie w ˻ 6 ˺ Ludzkim gadaniu, przepięknej balladzie, nie do końca przystającej do tej płyty, mamy wyraźny wokal, jasną gitarę akustyczną Seweryna Krajewskiego w lewym kanale, a w prawym tylko bongosy. Pod spodem brzmi orkiestra, ale jest ona tylko tłem. Wokal Krajewskiego jest ciepły i pełny, Rodowicz jasny i wysoki. Daje to wspaniały kontrast – uważam ten utwór za jeden z ładniejszych w historii polskiej piosenki rozrywkowej.

Być może dlatego organy otwierające ˻ 7 ˺ Lubię nas są tak zaskakujące. Wokal został ponownie cofnięty w miksie, a na pierwszy plan wyszedł bas. Jest on mocny, choć nie schodzi zbyt nisko. Mimo jego mocnej obecności głos Rodowicz jest klarowny i wyraźny, co jest pięknym przykładem, jak Damian radzi sobie z problemami.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Tego typu granie kontynuowane jest także w utworze ˻ 8 ˺ Dom na jednej nodze, gdzie głos został lekko przybliżony, ale wciąż jest raczej matowy, raczej wypełniony niż czytelny, a także w ˻ 9 ˺ Domowej czarownicy. Ponownie przyjemnie odzywają się organy, nieźle słychać również, w prawym kanale, gitarę elektryczną. Ale to znowu mocny bas definiuje odbiór dźwięku. To tego typu remaster – mocny, niski i nasycony i bez wysokiej selektywności i czytelnej góry. Co najlepiej wyszło w kończącym płytę ˻ 10 ˺ Zmieniam skórę, z ciepłym wokalem, delikatną perkusją i płynnymi, wtopionymi w tło instrumentami orkiestry „Ptaszyna”.

Dlatego uważam, że to wspaniały remaster. Wersja z 2012 roku, wydana w ramach serii „Antologia”, ma mocniej otwartą górę oraz wyraźniejszą wyższą średnicę. Jest jednak wyraźnie mniej rozdzielcza, a czasem ma się wrażenie, że coś niedobrego stało się z dynamiką, ponieważ fragmentami brzmi w zduszony sposób. Całość jest też chudsza i płytsza niż wersja na SACD. A wcale nie jest przez to bardziej klarowna. A mój ulubiony utwór, ˻ 6 ˺ Ludzkie gadanie, jest wprost nie do poznania – wyostrzony wokal Rodowicz i zamglony Krajewskiego są o dwie klasy gorsze niż to, co z nich wyciągnął Damian.

Podsumowanie

Recenzowane reedycje płyt „kobiecych” są doskonałe. Materiał wyjściowy był bardzo trudny, bo zgaszony, ciemny, mało dynamiczny, jakby ktoś zakrył wysokie tony. Damian Lipiński nie zmienił smaku tych nagrań, to znaczy nie rozjaśnił ich. To jest problem niemal wszystkich reedycji, z którymi porównywałem płyty SACD – są one jazgotliwe, jasne, ale wcale przez to nie są bardziej rozdzielcze.

Stephan Micus | foto: Rene Dalpra/ECM

Nowy remaster wnosi do wszystkich płyt coś w rodzaju klasy, pełni, ciepła. Bas jest tu mocny i niski, a przy tym miękki. To rzecz, która może nie wszystkim się spodobać, jeśli są przyzwyczajeni do płytkich, podciętych na basie wydań na LP. Jeśli jednak posłuchamy ich kilka razy na dobrze zestawionym systemie, wcale nie musi to być drogi system, docenimy jedwabistość i plastykę tych reedycji.

Każda z czterech opisywanych płyt ma swoje własne zalety i wady, jeśli chodzi o dźwięk. Każda z nich otrzymała też nieco inne wsparcie ze strony masteringowca. Dlatego to najlepsze ich wersje w ogóle – czy to cyfrowe, czy analogowe, jakie znam. Ponownie…

»«
JAK SŁUCHALIŚMY • Odsłuch został przeprowadzony w systemie referencyjnym „High Fidelity”. Płyty odtwarzane były na odtwarzaczu SACD Ayon Audio CD-35 HF Edition, a płyty LP na gramofonie Rega Naia z przedwzmacniaczem Mola Mola Lupe. Sygnał przesyłany był do lampowego przedwzmacniacza liniowego Ayon Audio Spheris III i wreszcie do wzmacniacza mocy Soulution 710 oraz kolumn Harbeth M40.1. Okablowanie – Crystal Cable Absolute Dream, Siltech Triple Crown, z zasilaniem Siltech, Acoustic Revive i Acrolink.

POLSKIENAGRANIA.com.pl

tekst WOJCIECH PACUŁA

zdjęcia „High Fidelity”

«●»

Poprzednie

Następne